Tym razem wyjątkowo wpis nie o mnie, a o mojej żonie, która od miesiąca pracuje nad swoim bożonarodzeniowym prezentem. Jest to miniaturowy domek w japońskim stylu od firmy ONGDA, który w Polsce dystrybuowany jest przez firmę Habarri. Martyna od dziecięcych lat uwielbia anime, zwłaszcza produkcje studia Ghibli, a i dla mnie tematyka Japonii nie jest obojętna, stąd też z nieskrywaną uciechą zdecydowałem się na taki prezent dla niej.
Domek trzeba skleić samodzielnie z drewnianych, plastikowych, papierowych i tkaninowych elementów, a wiele z nich jest bardzo wymagających pod względem modelarskiej pracy. Pomimo, że produkt ten dostępny jest w sklepach z zabawkami, to trzeba tutaj zaznaczyć, że w przypadku dzieci konieczna będzie pomoc osoby dorosłej z uwagi na niewielkie części, wymagające często zaawansowanych umiejętności manualnych.
Zestaw trafił do nas w całkiem pokaźnym, ale estetycznym opakowaniu, zawierającym wiele zdjęć gotowego domku.

W zestawie znalazły się podstawowe narzędzia do montażu, takie jak: małe nożyczki do papieru, nożyk tapicerski z wąskim ostrzem, krótka linijka, śrubokręt, pęseta oraz dwa rodzaje kleju – do drewna i papieru oraz do tworzyw sztucznych.

Elementy zestawu zostały posegregowane przez producenta w foliowych woreczkach, na których widać oryginalne chińskie oznakowanie oraz numerowe odniesienie do instrukcji.

Na pierwszy rzut oka można doznać zawrotu głowy na widok ogromu części, ponieważ każdy element japońskiego domku trzeba zbudować niemal od podstaw, bazując na surowych detalach.

Dystrybutor na szczęście dołączył do zestawu instrukcję w języku polskim, ale i bez tego oryginalna wersja od producenta wyposażona została w wiele przydatnych zdjęć, aby móc krok po kroku skleić dany element wyposażenia.

W pierwszej kolejności powstało wyposażenie serca miniaturowego domku, pomieszczenia znajdującego się na parterze, czyli kuchni.

Meble kuchenne wraz z całym wyposażeniem to naprawdę imponujący pokaz miniaturowych części, które dzięki cierpliwości budowniczego zamienią się w sympatyczną i ciepłą scenerię rodem z kultowych anime.

Cierpliwość i staranność to cechy, w które koniecznie trzeba się uzbroić, aby efekt był taki, jakiego oczekujemy. Moja żona z uwagi na talent do rękodzieła i ogromną kreatywność, potrafi z tych niewinnych drobinek wyczarować prawdziwe cuda…

Uzyskane rezultaty zapierają dech w piersiach i nie powstydziłby się ich nawet doświadczony modelarz – spójrzcie sami.

Dlaczego pisałem wcześniej, że ten domek mógłby być nietrafionym prezentem dla małego dziecka? Trzeba umieć z pokorą przyjąć, że do pewnych czynności potrzeba specjalnych pokładów cierpliwości.

Ale efekty wytrwałej i ciężkiej pracy są wspaniałe i naprawdę warto uzbroić się w spokój, włączyć relaksacyjną muzykę i cieszyć kolejnymi detalami, które sklejone razem dają wielki i piękny rezultat.

Czasami na etapie tworzenia nie wszystko wygląda tak, jak wskazuje na to instrukcja, ale czas jest tutaj kluczowy i wystarczy tylko odczekać na wyschnięcie kleju, a sznurki i bibułki zamienią się we wspaniałe bukiety.

Najlepsze w tym domku jest to, że poszczególne elementy wyposażenia nie są płaskie i monotematyczne, a te drobne i niepozorne ozdobne detale stwarzają wrażenie, że ktoś tam po prostu mieszka…

W tym wpisie to wszystko, a jeżeli jesteście ciekawi dalszych etapów budowy miniaturowego japońskiego domku, to wyczekujcie kolejnych części. Ja na pewno z zainteresowaniem będę śledził postępy Martyny i z ochotą relacjonował je tutaj, a tymczasem żegna się z Wami… Kot!



Dodaj komentarz