Królowa Kleopatra to serial dokumentalny dostępny w sieci za pośrednictwem platformy streamingowej Netflix, który zaskarbił sobie cenne miejsce w sercach wielu malkontentów i miłośników społecznych teorii spiskowych jeszcze przed swoją premierą. Czy naprawdę jest aż tak zły, że zasługuje na tą nawałnicę negatywnych opinii?
Przekonajmy się wspólnie.
Na samym jednak początku zamiast dokonywać jakiejkolwiek oceny technicznego wykonania tejże produkcji, chciałbym podjąć rozważanie na temat podstawowej kwestii – czy ów serial w ogóle jest dokumentem?
Poza utartym szlakiem
Nie każda produkcja dokumentalna w istocie musi podejmować określoną tematykę w ramach głównego naukowego nurtu.

Stawianie hipotez, będących mocną kontrą dla przyjmowanych od wieków za pewnik informacji, to w rzeczywistości spory i bardzo ważny fragment naukowej pracy, która w swojej podstawowej misji ma za zadanie wydobycie prawdy na wierzch.
Ostra krytyka jest często nieodzowną towarzyszką każdego przecierającego nowe szlaki dzieła, zwłaszcza takiego, które bazuje na nie do końca jeszcze potwierdzonych danych, jednak będących mocną podwaliną do dalszych badań.
O dobrych dokumentach, które poruszają niezbadane w pełni naukowe nurty, pisałem już wcześniej tutaj.
Są jednak niestety takie produkcje, które poprzez usilne i bezsensowne odwracanie faktów, dobrowolnie zrzekają się prawa do miana filmu lub serialu dokumentalnego. Takim produktem właśnie jest Królowa Kleopatra od Netfliksa.
Moja babcia mi powiedziała…
Prawdziwym nieporozumieniem w przypadku omawianego serialu paradokumentalnego było zaangażowanie do udzielenia merytorycznego komentarza pewnej pani profesor z Hamilton College w Nowym Jorku. Poziom naukowej wartości tychże wypowiedzi niech potwierdzi poniższa parafraza:
Moja babcia zawsze mi powtarzała, gdy opowiadałam jej o swoich zajęciach ze starożytności, żebym nie wierzyła we wszystko, co tam mówią, a Kleopatra tak naprawdę była czarna.
Prof. Shelley Haley, Hamilton College, NY

Trudno mi tutaj podważyć wiarygodność wzmiankowanej babci, ponieważ widzom nie ujawnia się jakichkolwiek faktów budujących autorytet tejże osoby, jednak sama wypowiedź pani profesor jest kompletnie antynaukowa.
Brak jakichkolwiek dowodów na potwierdzenie tej odważnej tezy jest zwyczajnym zaklinaniem rzeczywistości, a nie prawdziwą pracą szanowanego naukowca, za którego pani profesor Shelley Haley w swoich kręgach jest uważana.
Nagrody przyznawane za pracę nad poszukiwaniem faktów o czarnoskórych władcach i szczególnej roli kobiet w starożytnej historii, zdają się być dowodem rzetelności omawianej ekspertki, a dołożenie cegiełki do tej głośnej komercyjnej produkcji o czarnoskórej potężnej Kleopatrze, stanowić miało opus magnum w karierze tej wykwalifikowanej specjalistki.
Nie podważam tutaj rzecz jasna dorobku pani profesor, ale krytykuję nienaukowe podejście i nonszalancję. Jeżeli taka osoba stanowić ma merytoryczny fundament dla serialu dokumentalnego, wówczas trudno dziwić się hajterom, którzy z niecierpliwością czekali na premierę tego wiekopomnego dzieła, aby móc dać upust swojej irytacji.
Użycie wypowiedzi o podobnym tonie w całym serialu, mocno kontrastuje ze słowami innych specjalistów, którzy starali się odsiewać życzeniowe myślenie o antycznej potędze czarnoskórych kobiet od niepotwierdzonych hipotez i domniemań.
Naukowy sceptycyzm – tego oczekuje się od ekspertów podejmujących tak kontrowersyjną tematykę.
Na koniec tej próżnej dywagacji jeszcze tylko jeden cytat z niesławnej pani profesor Haley, odnoszący się do zapisku antycznego historyka, Plutarcha z Cheronei o tajnym przeniesieniu Kleopatry do komnat Juliusza Cezara w worku na pościel:
To jasne, że przez wieki chciano zniesławić Kleopatrę i zmniejszyć jej autorytet – ona na pewno nie dałaby się zawinąć w worek… Ale co ten Plutarch mógł wiedzieć, skoro żył prawie sto lat później?
Prof. Shelley Haley
Szanowna Pani profesor, czy to się Pani podoba, czy też nie – aktualnie znajduje się Pani na osi czasu prawie 21 wieków po Kleopatrze, stąd argument wiarygodności słów, wynikający z czasowej odległości od omawianych wydarzeń, działa w Pani przypadku na większą niekorzyść, niż w przypadku historyka Plutarcha. Sądzę nawet, że Pani babcia tak naprawdę nie widziała Kleopatry, więc tym humorystycznym akcentem możemy zakończyć ocenę tła historycznego dla omawianej produkcji.

Obecne ustalenia naukowców i oficjalne informacje zatwierdzone przez egipską (!) radę ds. historycznego dziedzictwa są takie, że Kleopatra VII Filopator z rodu Ptolemeuszy była helleńskiego pochodzenia i pomimo jej silnego przywiązania do kultury Egiptu, posiadała bardzo mocne i potwierdzone historycznie greckie pochodzenie. Niewiele wiemy o jej matce, zatem domniemywać można domieszkę afrykańskich genów, przez co Kleopatra mogła być bardziej śniada niż przeciętna Greczynka, jednak wszelkie hipotezy o czarnoskórej królowej Egiptu, którą chce się teraz usilnie zrobić z prawdziwej historycznej postaci, są niczym niepotwierdzoną i bardzo arogancką próbą wzniecenia konfliktu na tle rasowym.
I zarobienia na nim pieniędzy.
Kontrowersja najlepszą reklamą
W istocie producentom Królowej Kleopatry od Netfliksa nie chodziło o działanie na rzecz kobiet poprzez ukazywanie silnych wzorców i postaw, ani wspierania ludzi czarnoskórych. Ani jedna, ani druga grupa nie potrzebuje takiego produktu, ponieważ w rzeczywistości działa on na szkodę wszystkim – bez wyjątku.
Próba fałszowania historii na podstawie domniemań i pustych domysłów, to tak naprawdę wylanie dziecka z kąpielą w kwestii jakiekolwiek tolerancji i walki o równość płci i ras. Kłamliwe podejście papierowych profesorów w istocie psuje wizerunek wszystkich ruchów społecznych, które walczą o swoje prawa.
Ale Netfliksowi tak naprawdę chodzi tylko o pieniądze.
A Królowa Kleopatra zarobiła ich bardzo dużo na zainteresowaniu malkontentów, seksistów i rasowo uprzedzonych debili. Serial zrobił w sieci furorę jeszcze przed premierą i był intensywnie grillowany tuż po niej, a hejterzy prześcigali się w negatywnych kometarzach, podbijając jedynie wśród abonentów platformy zainteresowanie produkcją.
Oglądalność poszybowała do góry, a cel został osiągnięty.
To zła kobieta była
Nie chcę tutaj przesadnie zagłębiać się w moralne przesłanie takiego właśnie przedstawienia królowej Egiptu, której okrucieństwo i zwyrodnialstwo producenci bardzo często próbowali nazwać siłą i niezależnością…
Próby wybicia własnego rodzeństwa, podwójne małżeństwo z własnymi braćmi, wykorzystywanie własnych dzieci do osiągnięcia politycznych celów, tchórzostwo w obliczu klęski i samobójstwo – Kleopatra z pewnością nie może być przykładem do naśladowania dla współczesnych dziewczyn i kobiet.
Takie były czasy…
Każdy historyk w serialu Netfliksa
Nie pragnę podejmować się etycznej oceny historycznej postaci, bo przecież ta zna wielu zwyrodnialców i okrutników. Nie podoba mi się jednak format, w którym ukazuje się Kleopatrę jako kobietę inspirującą, silną, potężną, mądrą i godną zachwytu. Oczywistą kwestią jest, że nie ma na tym świecie ludzi w pełni dobrych i całkowicie złych, ale niepokoić może fakt, że dla producentów tego serialu taki właśnie zestaw cech egipskiej królowej jest wyłącznie litanią zalet, nawet w kontekście tego, co robiła…

Upadek wartości? Sami musicie sobie odpowiedzieć.
Wizualnie bez zarzutu
Pod względem technicznym nie mogę się doczepić, ponieważ serial został zrealizowany całkiem estetycznie.
Wbrew opiniom malkontentów, kostiumy wcale nie wyglądają ubogo, a kadry zrealizowano w sposób przemyślany i wysmakowany. Nie brakuje perełek, które wyglądają tak dobrze, że można z satysfakcją powiesić je sobie na ścianie – tak, poniższe zdjęcie to nie materiał marketingowy, a faktyczny kadr z serialu.

Sama Kleopatra przedstawiona została bardzo kobieco i majestatycznie, a przy tym jej mimika, charakter i krótkie, lecz zdecydowane wypowiedzi świadczą o mocnej pozycji postaci – ten zamysł twórcom udało się bez wątpienia zrealizować.
Nie brakuje niestety przerysowania wśród postaci negatywnych (w sumie to i samą Kleopatrę trudno uznać za postać pozytywną), a w szczególności męskich bohaterów o rzymskim pochodzeniu. Ci są pokazani jako zimni i bezwzględni żołdacy, nie mający do zaoferowania nic wartościowego poza żądzą podboju i rozchwianiem emocjonalnym w obliczu porażek.
Nie wątpię, że i ten zabieg pojawił się w serialu celowo, aby jeszcze bardziej podkręcić atmosferę wśród widzów.
Kleopatra bez koloru
I tutaj dochodzimy do sedna tej ogromnej i nikomu niepotrzebnej afery, bo istotnie nie powinniśmy pytać jakiego koloru była skóra Kleopatry, tylko kto tak naprawdę chce skłócić ludzi?
Z historycznego punktu widzenia nie ma znaczenia to co sądziła babcia profesor Shelley Haley, tylko czyste historyczne fakty, budowane na rzeczywistych ludzkich decyzjach, a nie wyglądzie.
Jak płytkie musi być myślenie wszystkich paranaukowców próbujących udowodnić afrykańskie pochodzenie Kleopatry, całkowicie ignorując jej dokonania – zarówno zasługi jak i błędy?
Jaką ignorancję muszą wykazywać osoby, dla których ważniejszy jest kolor skóry, niż historyczne znaczenie konkretniej postaci?
Jakim hipokrytą trzeba być, aby uważać się za orędownika tolerancji, a równocześnie próbować budować wartość człowieka na podstawie rasy?
Czy ktokolwiek tutaj uważa, że współczesnym kobietom potrzebne są tak wątpliwe wzorce sprzed dwóch tysięcy lat? Czy u kogokolwiek takie fałszywe kukły są w stanie podnieść morale, kogoś zmotywować lub komukolwiek dodać odwagi?

Drodzy państwo, mamy tutaj do czynienia z rasizmem i seksizmem, tylko w zupełnie innej, subtelnie wypaczającej rzeczywistość formie.
Fakt istnienia takiej postaci na kartach historii jest niepodważalny i takie, a nie inne działania historyków nie wpłyną na pamięć o niej. Przez ponad dwa tysiące lat nikomu nie udało się wymazać Kleopatry z dziejów ludzkości i całkiem prawdopodobne, że nigdy to nie nastąpi, a ewentualna informacja o jej rzeczywistym odcieniu skóry nie ma najmniejszego znaczenia.
Tolerancja polega właśnie na tym, że ani pochodzenie, ani rasa, ani jakakolwiek inna cecha nie wartościuje człowieka, stąd w naszym interesie, jako ludzi miłujących historię jest to, aby żaden korporacyjny błazen nie poczynił szturmu na nasze portfele w imię lub (co gorsza) pod przykrywką wykrzywionej poprawności.
Nie dajmy robić z siebie idiotów. Szanujmy się wzajemnie i nie dorabiajmy słomianych teorii tam, gdzie nikt ich nie potrzebuje.
Peace.


Dodaj komentarz