Naturalną koleją rzeczy są zakończenia wszystkich na tym świecie procesów i tym dotkliwej tą prawdę przyswajamy, jeżeli owe są aktywnościami szczególnie wyczekiwanymi. Trudno jednak jednoznacznie stwierdzić, że przygoda z serialami spod znaku handlowego „Wikingowie” skończyła się teraz, czy wydarzenie to nastąpiło już wraz z pożegnaniem rodu Lothbroków… A może jeszcze się nie skończyła?
Nowe wrogiem starego
Nie chciałbym tutaj rozstrzygać pomiędzy wartością oryginalnego serialu produkcji History Channel, a jego kontynuacji, za którą stoi popularny dziś serwis streamingowy, ponieważ ta kwestia jest oczywista. Trudno bowiem wyobrazić sobie takiego odbiorcę, który po obejrzeniu wszystkich serialowych odcinków o sadze rodu Ragnara stwierdziłby, że jest to produkcja niekompletna. Kino o tak wyspecjalizowanej tematyce przyciągnąć na te kilkadziesiąt epizodów jest w stanie tylko osoby prawdziwie zainteresowane tematyką nordycką, stąd też wysnuwam śmiały wniosek, że po Valhallę sięgają już widzowie wprawieni i wiedzący czego dokładnie oczekują od tego typu produkcji.
O tym, że uczeń nie przerósł mistrza, nie ma sensu dyskutować, ale czy netfliksowa produkcja wraz z finałowym sezonem była gorsza od oryginału? Z całą pewnością była inna.

Metafizyka i szacunek do niej
Religia w średniowiecznej Europie zajmowała bardziej szczególne miejsce w kontekście obyczajów i polityki niż obecnie, o czym świadczy nie tylko ekspansja chrześcijaństwa. Kulturowe bogactwo wczesnych wieków średnich na Starym Kontynencie nie tylko wiązało się z religijnymi waśniami, wynikającymi z fundamentalnych różnic w pojmowaniu sfery materialnej i ponad materialnej, ale przede wszystkim z próbami nawiązania wspólnego dialogu między przedstawicielami różnych narodów.
Pochodzenie świata i człowieka, a także istnienie istoty wyższej, która znajduje się ponad śmiertelnikami i stanowi pieczę nad ich dostatkiem i niedolą – tematy te nurtowały w tamtych czasach zarówno chrześcijan, muzułmanów, żydów i wikingów.
To bardzo trudny temat, który zdecydowanie zasługuje na coś więcej niż tylko wzmiankę w recenzji serialu o wojownikach, ale bardzo istotne jest tutaj nakreślenie złożoności problemu. Europa była i nadal jest areną religijnych tarć między przedstawicielami różnych kultur, gdzie raz inicjatywa znajduje się po stronie jednych, później drugich, a następnie trzecich, podczas gdy każda ze stron w swoich założeniach ma eliminację odmiennego systemu wartości.
Na szczęście są obecnie i byli nawet już w przeszłości ludzie, którzy potrafili spojrzeć na kwestię różnic w szerszy i wolny od uprzedzeń sposób. I o tym właśnie to całe rozważanie.

Prawdą jest, że w każdym środowisku znaleźć można było od zawsze zarówno okrutników jak i zwolenników pokoju – radykałów i orędowników tolerancji. Nie istniała taka siła lub religia, która posiadałaby monopol na przemoc lub dobro.
Moim skromnym zdaniem taki właśnie szacunek do złożoności tematu metafizyki wykazali producenci oryginalnego serialu o wikingach, poprzez kreację postaci nieoczywistych, których myśli i pragnienia ewoluowały wraz z postępem opowieści. Naturalna plastyczność w pojmowaniu kwestii religijnych podniosła niesamowicie realność całej produkcji, która pomimo jasnych i ciemnych epizodów w historiach naszych ulubionych bohaterów, składała się na mozaikę hołdu dla historii dawnych europejskich ludów. Ludów, które były różne, ale przez to bardzo interesujące.
Nordic hipisi i ochrzczeni mordercy
Tego właśnie szacunku wobec różnorodności zabrakło w produkcji netfliksa, której polaryzacja religijna osiągnęła apogeum w finałowym sezonie. Próżno w walhalli szukać zwrotów w pojmowaniu świata niematerialnego, ponieważ pogańscy nordowie u podstaw zostali przez producentów ugruntowani jako nieszkodliwi i szukający jedynie religijnej wolności pacyfiści – tacy nordic hipisi.
Zupełnie przeciwstawny obraz zgotowano w serialu światu chrześcijańskiemu, pełnemu krwawych fanatyków, brutalności i podstępów. To bardzo krzywdzący obraz, jeżeli spojrzymy na niego uczciwie w kontekście owej historycznej różnorodności, względem której szacunek okazywał sam Ragnar i jego potomkowie.
Brak wielopłaszczyznowej analizy sytuacji kulturowej i ekonomicznej Europy tamtych lat doprowadził do wykreowania karykatury chrześcijan, którzy za wszelką cenę dążą do dominacji, a swoim krwawym żądzom dają jawny upust pod znakiem Chrystusowego krzyża. Nie tak temat religijnego konfliktu przedstawiono w oryginalnym serialu – gdzieś ten szacunek do kwestii nieoczywistych został utracony…

Bohaterowie malowani
Pomimo odarcia świata przedstawionego z pewnej warstwy mistycyzmu, postaci w serialu Walhalla dają się naprawdę polubić, ponieważ praktycznie każdy z nich reprezentuje inną grupę i ma inne cele do zrealizowania.
Idąc jednak za oficjalnymi deklaracjami producentów, że trzeci sezon omawianej serii jest ostatnim, wówczas musimy spojrzeć na serial jako kompletne dzieło i w tym kontekście dokonać jego oceny. Historia została ukończona, a mimo to u wielu widzów zapewne pojawił się pewien niedosyt związany z samą fabułą, jak i postaciami, które owa kształtowała.
Niestety kształtowanie to nie wyszło moim zdaniem idealnie…
Bez względu na sympatię do któregokolwiek z bohaterów netfliksowej serii, trzeba przyznać, że niestety są oni wytworem mało plastycznym, z jedną i jasno nakreśloną ścieżką do przebrnięcia. Trudno nam w walhalli szukać analogii do kanonicznych postaci z oryginalnej produkcji, jak chociażby Ragnar lub Floki, którzy podczas swojej ekranowej przygody przechodzili wiele przemian warunkowanych nie tylko indywidualną ewolucją poglądów, ale przede wszystkim działając na siebie wzajemnie.

Choć mówiąc o postaciach z walhalli, traktujemy w sporej mierze o rzeczywistych bohaterach historycznych, to trudno nie oprzeć się wrażeniu, że ich profile charakteru są raczej ubogie, a twórcy serialu skupili się na aspekcie wizualnym, aby zaserwować widzom jak najbardziej strawny obrazek.
Wyrzeźbieni do granic absurdu mężczyźni i kobiety wyjęte wprost z okładek czasopism modowych to niekoniecznie rzetelnie dobrani i typowi reprezentanci północnoeuropejskich społeczności… A jednak producenci z netfliksa popłynęli tym tanim nurtem.
Szkoda.
Wyścig z czasem antenowym
Trudno mi również zrozumieć odgórną decyzję, jakoby trzeci sezon Wikingów Valhalla miał wieńczyć opowieść o Haraldzie, Freydis i Leifie. Pierwsze dwie serie bowiem rozwijają fabułę w całkiem normalnym, nie przyspieszonym tempie, kiedy to jesteśmy w stanie bez trudu poznać całe historyczne tło oraz czołowych graczy tego politycznego spektaklu.
Sezon trzeci z kolei zmienia całkowicie przyjętą pierwotnie formułę i z każdym kolejnym odcinkiem pogania akcję, wprowadzając dodatkowe wątki, które niezwykle trudno zakończyć w przyjętym wymiarze czasowym. W efekcie finałowy odcinek nie zamyka pewnych bardzo istotnych z historycznego punktu widzenia kwestii, pozostawiając ich rozwiązanie jedynie domysłom w oparciu o dostępną powszechnie wiedzę.

Czy jeszcze będzie nam dane oglądać kontynuację, bądź spin off spod znaku Wikingów?
Spore nadzieje pogrzebane, ale nie utracone całkowicie
Ostatnie pytanie wypływa ode mnie szczerze, bo samemu udało mi się skutecznie połknąć nordyckiego bakcyla dzięki Ragnarowi i Haraldowi, więc tym bardziej moje oczekiwania względem deklarowanego finałowego sezonu były wysokie, a apetyt niestety nie został w pełni zaspokojony.
Z tego też prostego powodu bardzo aktywnie będę wyczekiwać jakichkolwiek wieści o powrocie Wikingów na ekrany.
A więc moi nordyccy bracia i siostry:
Skål!


Dodaj komentarz