Większość z nas może z łatwością wskazać spośród znanych przez siebie artystów tych, którzy mają do przekazania swoim słuchaczom jakiś bardzo ważny komunikat – przekaz zmieniający niejedno istnienie, burzący wysokie mury i stawiający długie mosty. Niewielu jednak jest takich twórców, którzy sami sobą stanowią manifest dla świata – kipią ideą, która rozpala serca i odmienia pokolenia.

Pisałem już wcześniej o tym, że biletowane koncerty nie są wydarzeniami, na których można mnie spotkać często, a eventy „pod dachem” stanowią w moim muzycznym doświadczeniu już totalne novum. Nie żebym stronił od tego typu rozrywek, wręcz przeciwnie, trudno było mi ukierunkować swoje muzyczne zainteresowania na tyle, aby pojawić się na występie jakiegoś konkretnego artysty, a co dopiero gwiazdy… (Dzięki żono, że mnie zabrałaś ze sobą!)

Eteryczność

Nie zdziwi mnie, jeżeli spora grupa polskich internautów, podobnie jak ja, zmarszczy brew na określenie tej młodej norweskiej wokalistki – Aurory, mianem gwiazdy. Owa utalentowana dziewczyna choć coraz szerzej znana na zagranicznych scenach, w naszym kraju dopiero nabiera na popularności, jednak bez cienia wątpliwości na naszym rodzimym rynku jej twórczość trudno określić mianem muzyki popowej.

Nie tylko rozmiar grupy fanów o tym świadczy, ale przede wszystkim styl, do jakiego nasze polskie radiolubne uszy przywykły. Trudno spodziewać się odsłuchu Aurory w mainstreamowych rozgłośniach, które niestety karmią nas coraz bardziej rozwodnioną papką, przeplataną hitami dawnych dekad…

Aurora nie jest u nas tak znana, jakby na to zasługiwała, a naprawdę jest to spory niefart, ponieważ warto w obecności jej muzyki zatrzymać się na chwilę i wziąć parę głębokich ożywczych wdechów. W tym delikatnym, eterycznym, ale i mocnym gdy tego trzeba świecie – w tym wyjątkowym umyśle ciepłej i radosnej dziewczyny, która chce nam trochę opowiedzieć o tym jak żyć.

To co ważne

Najbardziej podczas koncertu Aurory w krakowskiej Tauron arenie moje serce rozczulił poziom wrażliwości jej fanów i fanek, którzy błyszczeli jak żadna inna grupa kulturą i delikatnością. Radość, uprzejmość i przyjazność towarzyszyła atmosferze zebranych ludzi, jak na żadnym innym koncercie, w których dane mi było uczestniczyć. Fani Aurory to naprawdę fajni ludzie!

Choć sama sala do najmniejszych nie należy, to kameralność dawała się bardzo odczuć, co tylko potęgowało wrażenie jedności ze wszystkimi zebranymi tam ludźmi – bez podziałów i jakichkolwiek uprzedzeń.

Wypływało to bezpośrednio z zamiłowania do twórczości samej artystki, która karmiła słuchających swoją przepiękną barwą głosu i szczerym przekazem pokoju i wzajemnego szacunku. Także szacunku do samych siebie…

To ostatnie słowo szczególnie dedykowane zostało wszystkim ludziom, którzy czują się w tym brutalnym świecie jak niepasujący element układanki, który przez tą właśnie rzeczywistość został określony jako „dziwak”.

Na koncercie Aurory tamtego wieczoru nie brakowało nas, dziwaków. To było naprawdę przyjemne uczucie zobaczyć i spotkać ludzi, którzy zebrali się tam, aby poczuć choć odrobinę ukojenia w tej wymagającej rzeczywistości, która komplikuje i dzieli.

A życie przecież tak naprawdę jest bardzo proste, jak i głęboki i szeroki przekaz tolerancji i troski o istnienie, jaki wyśpiewała sama Aurora. Zagubiona w świecie dusza nie musi troskać się o rzeczy i sprawy, które nawet ciała nie nasycą…

Prosty przekaz miłości to siła tej młodej i utalentowanej artystki, która w pełni zasługuje na to, aby słuchały jej u nas tłumy. Bez zbędnego i pogrążającego doomerstwa, którym tak często nęka nas świat.

Było wspaniale! 23 września 2024, Kraków.

Dodaj komentarz