Dla wielu osób nazwa mojego bloga może wydawać się niewiele mówiącym mariażem dwóch słów, który dla głównej grupy targetowej, jakimi są gracze i szeroko rozumiani pasjonaci cyfrowej rozrywki, może w pierwszej kolejności przywoływać skojarzenia z jednym z naszych najbardziej znanych digitalnych towarów eksportowych, czyli grą studia cdprojekt Red, tj. Cyberpunk 2077. Nie jest to skojarzenie błędne! Futuryzm i świat technologicznej dystopii to wielce interesujący temat, który skupia moją uwagę na tyle, że można analizować go w kontekście socjologii i kulturoznawstwa.

Nie wymyśliłem tego słowa, a takie studium społeczno-kulturowe w ramach publicznej debaty ma miejsce na scenie międzynarodowej już od 1963 roku, kiedy termin ten po raz pierwszy sformułowała Alice Hilton – niezwykle interesująca osobistość stawiająca odważne tezy dotyczące ekonomii życia opartej na technologiach przyszłości. Oxford, UCLA, Sorbona – te uczelnie bronią się same, więc trudno mówić o przestarzałych spekulacjach wariatki, ponieważ sami jesteśmy już w stanie zauważać pozytywne skutki wpływu techniki w naszej rzeczywistości.

Zdaniem autorki terminu, który stał się kanwą dla niniejszego bloga, w przyszłości miały (lub mają) w najbardziej wyczerpujących i mozolnych czynnościach zastępować człowieka maszyny, które dbać miałyby o nasz wikt i opierunek, podczas gdy sami ludzie mieliby dzięki temu sposobność do oddawania się wyższym, bardziej twórczym celom lub po prostu przyjemnościom. Cóż za błoga wizja rzeczywistości!

Cyberculture

Taki fizyczny sposób rozumienia wpływu technologii na życie człowieka ma silny związek z samą genezą kultury, która u swoich podstaw niewiele wspólnego ma z egipskimi hieroglifami, Da Vincim, Shakespearem, czy konstytucją Stanów Zjednoczonych, choć z drugiej jednak strony związane jest z nią to wszystko, a także każdy jeden element rzeczywistości, który śmiemy nazywać „naszym światem”. Trochę to skomplikowane.

Kultura to w pierwotnym rozumieniu rolnictwo, co kojarzyć możemy z angielskim jego tłumaczeniem, czyli „agriculture”. Ta pochodząca od gruntu kultura jest niczym innym, jak inicjatywą człowieka, który po tysiącach lat wędrówek za migrującą zwierzyną postanowił osiąść w jednym miejscu, nazywając je „swoim”. To odważne przedsięwzięcie wymagało od naszego praprzodka ogromnego wysiłku i planowania, ponieważ od tego momentu musiał zadbać o swój byt, wyciągając wszystko to czego potrzebował z ziemi.

Pożywienie, budulec, odzienie, narzędzia, zabawki – potrzeby człowieka ewoluowały wraz z jego umiejętnościami korzystania z darów natury, kształtując otoczenie, definiując jego formę i wartość – tworząc kulturę właśnie.

Osadnictwo, tworzenie społeczności, kształtowanie języków i graficznych środków wyrazu, budowanie tożsamości poprzez wytwarzanie wielu rzeczy, które dziś nazywamy dziedzictwem. Całkiem nieźle jak na małpę myślącą o cyberpunku.

Kultura 2.0

Redefinicja pojęcia cyberkultury nastąpiła wraz z popularyzacją dostępu do internetu, który dokonał decentralizacji klasycznych mediów, a wraz z pojawieniem się mediów społecznościowych nastąpiła silna akceleracja zjawisk przenikania się technologii i kultury.

Możemy w tym miejscu wreszcie pokusić się o próbę zdefiniowania tego tajemniczego zjawiska, co nie jest łatwe, ponieważ różni eksperci rozpatrują je na różnych płaszczyznach.

W podstawowym znaczeniu cyberkultura to kultura ludzi internetu.

Nie jest to jednak zbyt precyzyjna definicja, zatem wypadałoby wprowadzić do niej jeszcze jeden czynnik, czyli maszynę.

W tym kontekście cyberkultura to płaszczyzna realizowania sztuki i opiniotwórstwa w zdigitalizowanej formie.

Zaznaczyć trzeba tutaj, że nie wszyscy utożsamiają cyberkulturę ze światem internetu, jednak moim zdaniem w obecnym czasie są to terminy nierozerwalne, ponieważ jedno pochodzi od drugiego, ale zarazem to drugie jest przyczyną wszelkiego życia i ruchu w pierwszym.

Innymi słowy w cyberkulturze pierwiastek twórczy człowieka i technologia przenikają się, uzupełniając tym samym wzajemnie, a nawet wzbogacając.

To dzięki temu właśnie procesowi współczesne media internetowe w swojej wolnej na ogół i zdecentralizowanej formie są tak atrakcyjne dla młodych ludzi, którzy traktują tą przestrzeń tak naturalnie, jak gdyby uczestniczyli w normalnym, fizycznym spotkaniu z innymi osobami, wymieniając zdania i treści.

Bez względu na jej odbiór w kontekście sztuki lub pragmatyzmu, cyberkultura jest realnym zjawiskiem wpływającym na naszą rzeczywistość, przenikającym ją i przyjmującym feedback w postaci idei, bez względu na formę.

Obecnie wiele szanowanych uczelni w dziedzinie kulturoznawstwa podejmuje szeroko zakrojone badania, mające na celu analizę nowych trendów, a nawet otwiera dedykowane kierunki studiów.

Dla jajogłowych, którzy szczególnie zainteresowani są pogłębianiem wiedzy w tej materii, interesująca może być działalność prof. Piotra Zawojskiego, który w fachowy i kompleksowy sposób przecina zjawisko cyberkultury.

Z badaczami jest jak z rabinami… Wiadomo, że opinie dotyczące obserwowanych zjawisk mogą być bardzo różne, ponieważ analiza oparta o konkretne aspekty może prowadzić do pozytywnych i negatywnych prognoz, a te ściśle związane są z zachowaniami ludzi postawionych pośrodku tej cyfrowej dżungli.

Dla oka i dla ducha

Otacza nas tyle interesujących rzeczy, że uwielbiamy o nich mówić i pisać. Ogrom spraw ogarnia naszą codzienność, że nie sposób nie dzielić się swoimi pasjami w sieci, dokładając tym samym własną cegiełkę do tego wielkiego cyberkulturowego królestwa, które może być piękne i inspirujące*.

*- ale może być też okropne i rozczarowujące, więc proszę nie mówić, że nie ostrzegałem. Korzystasz z internetu na własne ryzyko!

Lubię podejmować kulturowe analizy wielu tematów, nie tylko rozrywkowych, zatem z dumą tworzę i dzielę się ich owocami z Wami.

Może za 5000 tysięcy lat, gdy internet w znanej nam obecnie formie przestanie już istnieć, ktoś natrafi na fizyczny dysk serwera z kopią mojego bloga i uśmiechnie się, czytając o tym, jak niewiele wiedziałem i rozumiałem.

Ta niewiedza napędza mnie do działania i poszukiwania śladów kultury, nawet tej niezbyt górnolotnej.

Porzućcie więc wyobrażenia o latających autach i cybernetycznych wszczepach, bo cyberkultura już tu jest! Masz ją w komputerze, telefonie i uśmiechasz się widząc zabawny wpis, albo złościsz odpisując na negatywny komentarz, ale przede wszystkim masz ją w swojej głowie, kreując otaczającą Cię rzeczywistość.  Bez ludzkiego pierwiastka nie byłoby cyberkultury, stąd człowiek ma swoje szczególne miejsce w tym cyfrowym świecie.

Tworzenie przez ludzi i dla ludzi. Chciałbym, żeby to zdanie było tutaj żywe.

A wszystkich zawodowców proszę pokornie o wybaczenie za ten wyzuty z profesjonalizmu bełkot, bo żaden ze mnie kulturoznawca. Jestem prostym cyberkulturohobbystą, uprawiającym to digitalne poletko za pomocą klawiatury.

Dodaj komentarz