Choć oryginalny świat prozy Andrzeja Sapkowskiego był moim pierwszym zderzeniem z wiedźminami, to właśnie gry z kuźni studia CD Projekt Red wywarły na mnie szczególnie artystyczny wpływ i zorientowały świat znany z genialnych książek w zupełnie innym, pociągającym świetle.
Próżno tutaj trudzić się o bardziej szczegółową analizę trylogii o przygodach wiedźmina Geralta, ponieważ trzecia jej odsłona świętowała niedawno swoje dziesięciolecie i oczy wszystkich zapewne fanów marki zwrócone są już w kierunku zapowiadanej nowej gry.
Update: od momentu napisania powyższego zdania w sieci pojawiły się plotki o nowym dodatku do leciwego już W3, który miałby ukazać się na krótko przed premierą W4 i wprowadzałby graczy w świat nowej odsłony serii. Czekamy na szczegóły.
O samym W4 opublikowano jak dotąd dwa solidne materiały promocyjne, dlatego ja, korzystając ze swojej skromnej internetowej przestrzeni, mam ogromną przyjemność skomentować własne obserwacje i spostrzeżenia tego, co „Redzi” tym razem dla nas przygotowują…
Uprzedzam jednak, iż poniższa opinia bazuje wyłącznie na aktualnym stanie wiedzy o wizualnym aspekcie produkcji, której do swojej finalnej formy może jeszcze bardzo wiele brakować, zatem w żaden sposób nie może być interpretowana jako prognoza obrazu całego produktu.
Zwiastun
Opublikowany 13 grudnia 2024 roku filmowy zwiastun wprawił świat gamingu w niemałe osłupienie, ponieważ dotychczasowe spekulacje dotyczące nadchodzącej kontynuacji wiedźmińskiej serii stały się faktem, wskazując jasno niczym blask jutrzenki obrany przez deweloperów kurs.
I proszę – niech nikt nie wychyla się ze stwierdzeniami, że teorie dotyczące potencjalnej zmiany głównego bohatera były przez prawdziwych fanów marki wielokrotnie brane pod uwagę, ponieważ prawda jest taka, że ile głosów – tyle też różnych pomysłów.
Oddajmy zatem głos twórcom i pozwólmy im wprowadzić nas w świat nowej gry. Już pierwsze sekundy zwiastuna utwierdzają widza o słowiańskich korzeniach produkcji, która otulona jest dobrze znanymi nutami instrumentów typowych dla dawnej wschodnioeuropejskiej muzyki ludowej oraz mroczną i przywołującą na myśl pogańskie rytuały naturą.

Co do obecności wiedźmińskiego IP nie ma jednak żadnych wątpliwości od samego początku – znak Igni podgrzewa atmosferę…

Budowana jest już także pewna historia i otoczenie – oto jakaś ponura wiejska chata, której wnętrze skąpo oświetla kilka rozstawionych świec, wokół porozwieszane łachmany i stojące gliniane naczynia. W centrum kadru ukazana została naga młoda kobieta, która jest obmywana przez inne osoby. Pomimo, że otoczeniu nie ma ukazanych żadnych mężczyzn, to główna bohaterka tej historii zakrywa piersi i przyjmuje skuloną pozę – oznaka wstydu lub lęku.

Równolegle ukazywane są również czynności odbywające się poza chatą – to wiedźmin, który wcześniej za pomocą Igni podpalił susz w misie. Już teraz wprawne oko może zauważyć, że nie jest to męska sylwetka – zdecydowanie szczuplejsze ramiona i szersze biodra od Geraltowych lub innych znanym nam z serii wiedźminów. Wydobyty z pochwy miecz jasno wskazuje, że właśnie odbywają się przygotowania do walki.

Dalej następuje powrót do chaty i widzimy już młodą kobietą w barwnej i zdobnej sukni, która jednak potwierdza ludowe pochodzenie, ponieważ daleko jej do szlachetnych materiałów i wzornictwa. Czyste bose stopy spoczywające na kolorowych kocu lub dywanie, który wskazuje, że miejsce to zostało specjalnie przygotowane na tą okazję. Wokół inne kobiety, które pomagają w przygotowaniach prawie jak do ślubu.

Zwróćcie tylko uwagę na tą paletę barw – zielenie i błękity kontrastujące z czerwienią. Choć trudno dostrzec tutaj kolorystykę typową dla znanych w naszej kulturze ślubów, to noszona biżuteria podkreśla podniosłość tego wydarzenia – z pewnością nie mamy do czynienia z wiejską rutyną.

W końcu ukazana zostaje twarz bohaterki, pokryta piegami i z przebijającą się rudzizną brwi i włosów, która niezwykle pociągająco akompaniuje z chłodem oczu – to piękna młoda kobieta, której naturalnego uroku nie przytłacza żaden makijaż – być może chodziło tutaj o podkreślenie czystości i niewinności. Wianek na głowie – tak typowy w naszej dawnej kulturze ludowej rekwizyt ślubny. Kobieta jedna wyraźnie nie jest szczęśliwa z tych przygotowań.

Powoli wychodzi z mroków chaty w kierunku oczekujących na zewnątrz wieśniaków – kadr ten bardziej budzi we mnie wspomnienie Maximusa wychodzącego na śmiertelną walkę na arenie w filmie Gladiator, niż widok jakiejkolwiek panny młodej. Tylko gdzie pan młody?

Nagły widok na twarz kobiety ukazuje jej lęk i przerażenie, a posępne gęby otaczających ludzi jasno mówią o tym, że dziś nikt tutaj nie będzie się weselić. Wyraźnie widać, że mamy tutaj do czynienia z jakąś formą kary, albo przymusu o trudnych do zaakceptowania konsekwencjach.

Pośrodku zgromadzenia stoi zauważalnie starszy od dziewczyny chłop w czarnej kurtce, a wszyscy wokół odziani są raczej grubo – pora jest zdecydowanie zimowa, co znacznie kontrastuje z lekką suknią bohaterki. Mężczyzna obejmuje ją i całuje po ojcowsku, tak jak odbywa się to zazwyczaj przy wydaniu córki za mąż, jednak i on nie jest z tego powodu szczęśliwy. U widza w tym momencie może również uruchomić się pewien lęk związany z losem głównej jak dotąd postaci tej opowieści, o której komfort i bezpieczeństwo nikt chyba już się nie troszczy – to jasne, że spotka ją coś złego.

I tutaj domniemywanie kończy się, ponieważ ojciec zaczyna tłumaczyć okoliczności, w których znaleźli się zebrani przed chałupami ludzie – próbuje wytłumaczyć się córce, ale jedyne sensowne w tej sytuacji słowa to prośba o wybaczenie. Następuje zwrot akcji, ponieważ dziewczyna przerywa wywód, bierze głęboki oddech, a następnie z wykrzesaną spośród resztek odwagi determinacją w głosie i spojrzeniu stara się racjonalizować tą abstrakcyjną formę wydania (bynajmniej nie za mąż).

Jej wypowiedź jasno wskazuje, że wierzy iż przyniesie wybawienie – w domyśle swojej społeczności. Jest to zatem forma rytualnego złożenia człowieka w ofierze, co oczywiście w dawnej kulturze europejskiej, zwłaszcza przedchrześcijańskiej, miało miejsce od setek lat. Przemocowa jest to kultura bez wątpienia, a ten zwiastun gry zdecydowanie chce uderzyć w określone struny na lutni naszego sumienia.
W dobie walki z patriarchatem taki właśnie zabieg w materiale promocyjnym może znaleźć uzasadnienie – nie mnie rzecz jasna oceniać ideologię, jedna obranie widocznego kursu nie dziwi.

Wracając do zwiastuna, całej scenie przyglądała się tajemnicza zakapturzona postać. Wojowniczka, jak już ustaliliśmy, uzbrojona jest oczywiście w dwa miecze zawieszone na plecach – niemalże symbol geraltowej szkoły. Nikomu spośród fanów uniwersum wiedźmina nie trzeba tej postaci przedstawiać, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, aby się jej choć odrobinę dłużej przyjrzeć.

Nieznajoma zostaje prędko przez gawiedź zdemaskowana, w czym daje się wyczuć wyraźną wrogość do wiedźmińskiej profesji, a obecność białowłosej w tym miejscu i czasie odbierana jest z niechęcią jako próba przerwania tradycyjnego rytuału. Wieśniacy są obruszeni usłyszanymi przed chwilą zarzutami i widokiem uzbrojonej kobiety, co podkręca napięcie. Wiedźminka jednak nie przejmuje się tym i wyraża głośny bunt – próbuje przerwać to wydarzenie.

Rozwiewając resztki tajemnicy, porozmawiajmy o Cirilli, naszym Lwiątku z Cintry, które czytelników książek i widzów polskiego filmu i serialu co najwyżej irytowało swoją upartością, które tak bardzo zostało odarte z osobowości przez Netflix, a które z kolei w Wiedźminie 3 mogło uzbierać sobie nawet niemałą grupę fanów.
W swojej dojrzalszej formie Ciri naprawdę dawała się polubić, a jej determinacja i waleczność budowały osobowość postaci dość mocno pretendującej do miana głównej bohaterki gry. Fantazje, domniemania i plotki właśnie spełniają się na oczach graczy, którzy doświadczają historycznego dla serii wydarzenia.

Co do samego wyglądu naszej protagonistki, zauważalnym modyfikacjom poddano kształt jej twarzy względem wersji znanej właśnie ze wspomnianego wcześniej i dobrze odbieranego W3. Wcześniej ostre i wychudłe niemal rysy, tym razem wyraźnie zaokrąglono, a przeorane blizną lico jest wydatniejsze.
Artyści z CDP Red znani są rzecz jasna z tego, że ich koncepcja dotycząca wyglądu głównego bohatera gier ulegała znaczącym zmiano, co obserwowaliśmy na przykładzie wspomnianego wcześniej Geralta, którego finalna forma giga chada poprzedzona była wcześniejszymi niezbyt udanymi moim zdanie projektami.

Czy nowa twarz Ciri może się podobać? Zdecydowanie tak, jednak wiem, że odbiór jej nowego wizerunku po publikacji omawianego zwiastuna nie był jednogłośnie pozytywny, a co więksi sceptycy dopatrywali się zasianego w Wieśku 4 ziarna postępowości, stąd też rzekomo wzmocniono wizerunek Cirilli, która najwyraźniej w W3 poprzez poruszoną wcześniej wątłość nie wzbudzała dostatecznie dużo skojarzeń o sile. Piszę o tym dlatego, że technologiczne demo, które będzie przedmiotem dalszej części tego artykułu, ukazuje nam już zupełnie inną twarz Ciri. Strasznie to moim zdaniem zamieszane.
Osobiście wizerunek białowłosej wiedźminki zaproponowany w filmowym zwiastunie kojarzy mi się bardzo mocno z tą panią:

Nieco mnie dziwi, że wiedźminka Daria wywołała wśród fanów marki aż taki dysonans, wywierając presję na deweloperach, jednak nie ulega wątpliwości, że z jej twarzy biła siła tak ogromna, iż żaden z przedstawionych w zwiastunie wieśniaków nie odważył się jej zatrzymać, a o taki zabieg chyba artystom chodziło.
Niestety, ale złożona przez tłuszczę w ofierze dziewczyna podążyła naprzód swoją drogą na zatracenie, co pokazuje słabość przedchrześcijańskich społeczności, których życie ugruntowane było na prymitywnych wierzeniach w siły natury, którym lękali się przeciwstawiać. Brutalna i haniebna decyzja o ofierze została podjęta zbiorowo, natomiast konsekwencją jest samotna i zmarznięta dziewczyna oddająca się czyhającej w ciemnościach lasu zmorze. Smutny jest to obraz.

Jak ten przeszywający zimnem do szpiku kości krajobraz kontrastuje z obserwowanym przed chwilą w ciepłej chacie rytuałem przygotowania… Pozbawione liści drzewa, ciemne skały i wyprane już z blasku słońca niebo – kontrast między obserwowanym w wiosce światem żywych, a widzianym teraz światem śmierci – środowiskiem jakiegoś potwora.

Cały paradoks polega jednak na tym, że największymi potworami okazali się ludzie.
Choć jeszcze nie wiemy czego tak naprawdę oni się bali i przed czym miałaby ich uchronić ofiara z młodej kobiety, ale zauważyć można, że jest to jakiś rodzaj zła, z którym próbowali już wcześniej walczyć. Porozwieszane wokół amulety miały najpewniej odstraszać jakąś bestię, która nękała wieśniaków – prawdopodobnie w taki sposób chcieli oni za pomocą ludowej magii i szamanizmu zamknąć zmorę w skalnych rozpadlinach, jednak najwyraźniej bezskutecznie, skoro zdecydowano się na tak brutalny i barbarzyński krok.

Pokazana została tutaj słabość i zaściankowość małych społeczeństw, które swoimi tradycjami i wierzeniami zamykały się na świat zewnętrzny. Wrogość na pomoc z zewnątrz i ślepa wiara w mity przodków doprowadziły do obłędu, w którym ludzie sami się zabijają.
Dobrze, że wiedźminka Daria nie przestraszyła się agresywnych kmiotów i zdecydowała się rozwiązać problem po wiedźmińsku.

Uwagę zwraca w tym momencie medalion kota na szyi Ciri, który na dźwięk ryku ukrytej w jaskini bestii zaczyna drgać, informując o zagrożeniu.

O samej walce trudno napisać mi zbyt wiele, bo nie jestem aż tak wkręcony w świat wiedźmina, aby znać bestiariusz na pamięć, a ponadto sekwencja pojedynku odbywa się w dość głębokim cieniu, osnuta dodatkowo mgłą, którą przecina co jakiś czas jedynie dźwięk klingi miecza uderzającego o ciało potwora. Ciri po przyswojeniu sznapsa z Kotem na pewno miała większą łatwość w obserwacji pola walki.

No dobra, szybki research wykazać może, że zmora z jaskini to niejaki Bauk, który jest nie tyle potworem, co klątwą żerującą na wiosce, mogącą manipulować ludzkimi umysłami, które wysyłają naiwnie żywe ofiary. Wieśniacy zatem byli przez Bauka niejako przymuszeni do oddawania mu młodych dziewcząt, ponieważ wmawiał on im, że ofiary są skuteczne i nie ma innej drogi do względnego bezpieczeństwa wsi.

Przyznać muszę, że takie pokierowanie opowieścią jest o wiele ciekawsze niż ubijanie kolejnej tępej krwiożerczej bestii, ponieważ mamy tutaj do czynienia z jakąś formą świadomości – złej oczywiście i bardzo brutalnej, ale wyjątkowo podstępnej.
Fizyczność bestii nieco abstrakcyjna – uroczy nosek na wstrętnej uzębionej paszczy, ma sześć ramion zakończonych uzbrojonymi w szpony palcami i potrafi stać na dwóch nogach – fizjonomia dziwnie ludzka, wynaturzona, ale skutecznie budząca grozę.

Daria umiejętnie operuje różnymi znakami, ogłuszając i wytrącając Bauka z pozycji ofensywnej, co pozwala jej pozbawić go paru kończyn i zatańczyć z łańcuchem. O tak! To z pewnością ukłon w kierunku wytrawnych fanów gier o Geralcie, mocno nawiązujący do intra z W1, w którym nasz legendarny wiedźmin stara się obezwładnić strzygę za pomocą łańcucha nawiniętego na przedramię. Pokazuje to moc wpływu Geralta na treningi Ciri i wpajanie jej przydatnych technik.

Koniecznie zwrócić tutaj trzeba uwagę na umiejętność bojowego łączenia elementów ekwipunku z wiedźmińskimi znakami – tutaj ponownie w użyciu niezastąpiony Igni. Wyraźnie widać, że od ostatniego pojawienia się Ciri w W3, ta znacznie rozwinęła swoje umiejętności, wypadając momentami w walce nawet lepiej niż wspomniany wcześniej Geralt w starciu ze strzygą.

W końcu walczące z rozgrzaną garotą monstrum ulega młodej wiedźmince, umożliwiając finałową dekapitację – życie wioski uratowane.

Uratowane? Czyżby?
Końcówka zwiastuna ukazuje smutny finał misji ratunkowej, której podjęła się białowłosa. Potwora wprawdzie udało się zgładzić, ale niezwyciężona pozostała jeszcze większa zmora – głupota ludzka podsycana żądzą krwi. Wieśniacy zabili młodą dziewczynę, ponieważ MUSIAŁA zostać ofiarą – taka jest tradycja… Tradycja!

Pozostaje postawić tutaj pytanie, na ile w ogóle zacofanej tłuszczy zależało na pozbyciu się problemu, a na ile lokalna legenda o leśnym demonie pozwalała trzymać naiwny lud w ryzach, podsycając ich strach wybujałą niczym chwast „tradycją”?
Wzbierający w tej chwili w Ciri gniew jest oczywisty, ale niech widzowi nie umknie jeden bardzo istotny fakt – pobita twarz ojca, który chwilę wcześniej musiał stanąć w obronie córki. Przegrana i poczucie dojmującej bezsilności, bo co mu z głowy Bauka, skoro największe potwory stoją za jego plecami?

Fani wiedźmina wiedzą dlaczego Geralt nosił dwa miecze i dementował legendy jakoby jeden z nich miał być na potwory, a drugi na ludzi. W omawianym kontekście jednak owo legendarne znaczenie nabiera mocy.

Wydaje mi się, że Ciri doskonale to legendarne znaczenie swojego wiedźmińskiego powołania rozumie i nie ulega wątpliwości, że jako główna spadkobierczyni geraltowego dziedzictwa i jego filozofii będzie nie tyle narażona na zranienie od potworów, lecz od tego znacznie groźniejszego gatunku – człowieka.
Podsumowując, bardzo wysoko oceniam jakość pracy artystów przy tworzeniu tego zwiastuna, w którym widać prawdziwy kunszt współczesnej grafiki komputerowej, pracy reżyserskiej i szacunku do serii. Widz może w nim dostrzec surowość świata, brutalizm, ale także i wiele naturalnego piękna, które miejmy nadzieję – będzie głównym atutem W4.
Tech demo, czyli zwyczajna pokazówka
3 czerwca 2025 roku miało miejsce specjalne wydarzenie, podczas którego dokonano pokazu możliwości Unreal Engine 5, na którym działać będzie omawiany w niniejszym artykule Wiedźmin 4. To sytuacja niezbyt korzystna wizerunkowo moim zdaniem dla samego studia CDP Red, które jak wiemy rozwijało jak dotąd swój autorski silnik, a zatem oficjalne przejście na tego technologicznego giganta jest pod pewnymi aspektami zamknięciem ważnego rozdziału w rozwoju.
Oczywistym faktem jest jednak, że przyjęcie powszechnie stosowanego i potężnego silnika pozwoli wejść Wiedźminowi w pewien standard, który otworzyć może przed nim dodatkowe ścieżki, a na pewno ułatwi rozwój i portowanie produktu na różne platformy.
Nie o technologicznych trendach jednak chcę tutaj pisać, a o politycznej współpracy CDP z UE5, która zaowocowała takim właśnie wydarzeniem, z którego 14-minutowy zapis ujawnia wiele detali dotyczących możliwości silnika i sprytnego ich wykorzystywania przez deweloperów gry.
Materiał rozpoczyna się kolejnym filmowym wprowadzeniem, w którym obserwujemy podróżującą nocą karawanę. Pasażer obraca w palcach srebrną monetę i oddaje się lekturze. Bogato zdobiony ubiór i starannie przystrzyżony zarost wskazują, że nie mamy do czynienia z przedstawicielem gminu, a z osobą wpływową – możnym kupcem, szlachcicem – kto to wie?

Sielankę przerywa nagłe szarpnięcie powozem, brzęk monet w skrzyni i ogólne poruszenie wśród podróżujących. Obecność zbrojnego wewnątrz utwierdza już widza, że nie jest to zwyczajny transport towarów, a czegoś o znacznej wartości – bogacz najwyraźniej obawiał się ataku rabusiów lub kogoś z celową misją ataku.
Spanikowany woźnica krzyczy, że atakują ich potwory i nie trzeba czekać na rozwój wydarzeń zbyt długo – kolejne uderzenie przewraca powóz.

OK. Przyznaję, że na tym etapie analizy filmu sam już jestem znudzony.
Wybacz mi zatem mój drogi Czytelniku tę opisową farsę, jednak trailer otwierający najnowszy materiał „Redów” jest totalnie bez polotu i brakuje mu znanej z pierwszego zwiastuna dramaturgii, emocji ukrytej w historii i tej „słowiańskiej ikry”.
W końcu kogo interesuje śmierć jakiegoś „bogola”, któremu zaraz jakaś bestia rozpłata tą wymuskaną buźkę?! To nie jest bohater ludu, precz mi z tym! Zabij!

Historyjka kończy się tak, że kupczyk traci podczas śmierci pieniążek (a konkretnie całą skrzynkę tychże wartościowych krążków), który staje się przedmiotem śledztwa naszej wiedźminki Ciri, a która to z pewnością nie jest już Darią, jaką poznaliśmy kilka miesięcy wcześniej…

Tak jak pisałem, przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że CDP Red bardzo często zmienia aparycję głównego bohatera serii gier o wiedźminie, ale komuś tam u samego szczytu devowej wierchuszki bardzo mocno wpłynęły na psychikę głosy niezadowolenia z „dobrze odkarmionej” Ciri, że już po upływie kilku miesięcy dostarczono nam zupełnie nowe Lwiątko.
Są i tacy, którzy twierdzą, że wraz z publikacją owego „Tech Demo” nasza młoda wiedźminka odzyskała znaną z W3 twarz… Bitch please.
To kompletnie inny projekt artystyczny! Fakt, że „redzi” wciskać próbują jakiś bullshit o tym, że nic nie zmieniają w koncepcji wizerunku Ciri, to po prostu zwykłe krętactwo i odwracanie kota ogonem, bo doskonale znamy skalę tych koncepcyjnych grzeszków naszego największego game-devowego studia w kraju.
Nie mam nic przeciwko temu nowemu projektowi, bo nowa Cirilla może się podobać i nie rujnuje obranego już w W3 kursu, jednak tak gwałtowne i gruntowne zmiany w pomyśle na buźkę głównej bohaterki już na tym etapie marketingowej kampanii Wiedźmina 4, po prostu nie powinny mieć miejsca.
A już było dobrze!

Ku*wa
No dobrze… A więc mamy starą / nową, odchudzoną buzię Ciri, która jak już ustaliliśmy, wykonuje nowe zadanie, polegające prawdopodobnie na śledztwie zorientowanym wokół ataku bestii na bogatego mężczyznę. Tak jak pisałem wcześniej – tło jest kompletnie pozbawione jakiegokolwiek pierwiastka oryginalności, aby przykuć uwagę widza. Nie twierdzę, że był to zabieg zupełnie nieprzemyślany, ponieważ osią samego wydarzenia pokazowego miała być prezentacja zastosowanych w ramach UE5 technologii.
Bardzo krótki rzut na panoramę otoczenia naszej bohaterki ukazuje przepiękny, dziewiczy wręcz krajobraz poszarpanych górskich skał, o którym widzowie dowiadują się po chwili, że ulokowany został w Kovirze.

Osobiście muszę przyznać, że podobne widoki zapierają mi dech w piersiach, a szczególnie przy tak genialnej zabawie paletą barwną, która kąsa nasze oczy gdzieniegdzie czerwienią rud skalnych, które podbijają błękity lodowców i zieleń w dolinach. Fantastycznie użyte efekty chmur i mgieł, które okrywają niejako przebijające się słońce w mroźnej zimowej osnowie, potęgując wrażenie obcowania z wysokogórską dziczą.
W tym środowisku fatalna podróż kupca napadniętego przez skrzydlatego niemilca nabiera już nieco ekstremalnego wymiaru, ponieważ droga nie była łatwa, a zatem musiało w jego misji chodzić o coś naprawdę istotnego… Bla bla bla!

Pewnie złamię teraz serce wielu fanom uniwersum Sapkowskiego, ale nie za bardzo interesuje mnie sama kraina, w której lokowany jest W4. Kovir jest dla mnie ziemią na tyle nieznaną i do tej pory niepociągającą, że wystarczą mi na tym etapie skąpe fakty o jego bogactwach naturalnych, dzikości, niedostępności i mieszkańcach strzegących swojej niezależności od innych królestw, które zacierają sobie rączki na jego rudy i inne kosztowne rozmaitości. Ważny ośrodek handlowy dzięki swoim zasobom i dostępowi do morza. Taka Ruś w świecie wiedźmina – więcej faktów nie potrzebuję.

Jak na fana Wiedźmina to wyjątkowy ze mnie ignorant, fakt, ale na swoje usprawiedliwienie chciałbym dodać jedynie, że to ludzie i relacje interpersonalne w prozie Sapkowskiego od zawsze najbardziej mnie intrygowały, a nie geografia i charakterystyka wymyślonych krain.
Jedynie tolkienowskie Śródziemie ma swoje wyjątkowe miejsce w moim czarnym serduszku, ale jak wiadomo – król fantasy jest tylko jeden.
Co do samego Koviru wystarczy mi wiedzieć tylko tyle, że jest to północna rubież kontynentu, którą w popkulturze chyba zawsze utożsamia się z zimnem i dziczą, co omawiany materiał filmowy potwierdza. Stereotypowa północ, pełna gór i niebezpieczeństw, ale bynajmniej nie w typowo nordyckim wydaniu, tylko jak już wcześniej wspomniałem, bardziej przaśnym, ruskim ujęciu. Mówiąc bez jakichkolwiek politycznych uprzedzeń, a bazując jedynie na atrakcyjnej estetyce i niskim wyeksploatowaniu tematu przez świat gier, może być to bardzo, ale to bardzo ciekawy kurs.

Jaram się i trzymam kciuki, żeby w CDP nikt tego nie spie**olił.
Ktoś tu kruca fuks próbuje nas oszukać
A teraz, drogi Czytelniku mam dla Ciebie wyzwanie na szczerość – z czym kojarzy Ci się „Tech Demo”? Osobiście bez bicia przyznam się, że na takie hasło spodziewałbym się jakiegokolwiek gameplayu, jednak „redzi” i ekipa z UE5 zaserwowali graczom raczej protezę rozgrywki – iluzję, stanowiącą jedynie pokazówkę graficznych możliwości silnika w sztucznie zaaranżowanym środowisku, imitującym grę.
Deweloperzy rzecz jasna zaznaczają, że obserwowany obraz nie jest fragmentem prawdziwej gry, przyznając niejako, że obserwujemy jedynie animację – no, może bardziej zaawansowaną oskryptowaną sekwencję, która wiedzie obserwoatora po sznurku estetycznych doznań, aby ten z niedowierzaniem kręcił głową, że gra może wyglądać aż tak dobrze.
Zwykłe show, potwierdzające, że żyjemy w matriksie.

Choć gospodarze wydarzenia zapewniają, że omawiana demonstracja gry została uruchomiona na standardowym PS5, to wątpię aby wykraczała ona poza format .mp4, a pokazanie niejakiego Kajtka z padem do gry, to już moim zdaniem jawna obraza rozumu i godności widzów oraz fanów serii.
Wiesz Czytelniku o co chodzi – coś tam niby klika, ale tak naprawdę nic się nie dzieje, bo sekwencja jest po prostu nagrana wcześniej – to prezentacja, zwyczajna pokazówka, a nie pełnoprawny gameplay, zatem ciśnie się na usta pytanie:
Po co, ch*ju to robisz?

Ale oni w to naprawdę grają! Nie mam tutaj na myśli rozgrywki w W4, ale prawdziwą grę aktorską, polegającą na naciskaniu w wyłączonego pada – coś w stylu tej kultowej już ściemy, kiedy grasz z młodszym bratem w grę na konsoli, ale tak naprawdę dajesz mu wyłączonego gamepada i wmawiasz, że jeden z botów to on… Jak widać, w dorosłym życiu i poważnym świecie biznesu podobne oszustwa także uchodzą na sucho.
Mistyfikacja. Piękna, ale wciąż mistyfikacja.

Patrząc jednak na całość jak na dynamiczną widokówkę, dostrzegamy, że świat nowej gry może być wprost przepiękny w swej organicznej tkance, która obłędnie łaskocze te obszary w mózgu odbiorcy, odpowiadające za odczucie estetycznej ekstazy.
Obietnica swobodnej eksploracji tych dzikich górskich przełęczy przyprawia o ciarki na skórze i aż ku mojemu zdumieniu, jestem już w stanie zaufać tej nowej Ciri, że zabiera nas na niesamowitą przygodę.

Daję się ponieść, co na grzbiecie ponadprzeciętnie zamodelowanego konia po raz kolejny udowadnia, że mamy do czynienia z pokazem możliwości, które może być trudno dowieźć w finalnym produkcie, ale jestem ufny. Spójrzcie tylko na te końskie muskułu, grające swoją uwerturę pod obrośniętą kruczym włosem skórą!

Jestem jedynie gamingowym amatorem, jednak realizm ruchu tego konia w moim doświadczeniu jest jak dotąd niespotykany, a sama Ciri na jego grzbiecie porusza się naturalnie wraz z całym swoim rynsztunkiem i płaszczem – wiele gier na tym się rozjeżdża!
Organiczność świata jest także podkręcana przez samych deweloperów, którzy podkreślają, że po raz pierwszy będziemy mieli do czynienia z tak wysokim poziomem realizmu przyrody, która dzięki zastosowanym technologiom nie zrujnuje naszych budżetów na high-endowy sprzęt.

Las wraz z całym swoim bogactwem detalu i doboru tekstur, z tą cudowną grą świateł i cieni, naprawdę podbudowuje immersję – coś, czego każdy fan W3 pragnie w jeszcze większej i możliwie bardziej uzależniającej dawce.
Zastanowić się jedynie trzeba, czy twórcy w swojej pogoni za realizmem nie zapędzają się już zbyt daleko? Na co komu w kocu skalowanie szczegółów aż tak zaawansowane, że policzyć można nawet igły na drzewie?! Przyznaję, że jest to naprawdę mocny szczegół, stanowiący o technologicznym postępie w dziedzinie grafiki 3D i wszyscy nieustannie chcą otrzymywać więcej, jednak gdzie tak naprawdę jest granica, do której dążymy? Czy będzie kiedykolwiek jakaś granica gamingowego zatopienia?

Z całego omawianego materiału filmowego zdecydowanie najbardziej w pamięć zapadnie mi to drzewo, jako jakaś zupełnie nowa forma wirtualnego życia. Jeżeli CDP dowiezie taki poziom detalu w całym W4, to publicznie muszę to stwierdzić, że pozycja Skyrima na moim osobistym panteonie cyfrowych azylów może być zagrożona, a Kovir będzie najchętniej eksplorowaną wirtualną krainą.
Przegięli pałę, ale chwała im za to!

Wycieczka w końcu zabiera nas do miasteczka Valdrest, którego architektura wyraźnie uderza w norskie tony, jednak nie przesadza z wikińską ornamentyką. Mamy oczywiście tutaj mnóstwo zabudowań z charakterystyczną dla północy Europy manierą stawiania spadzistych dachów, które sprzyjać miały życiu w mniej sprzyjających, zimowych warunkach, jednak na załączonym obrazie nie brakuje wzornictwa i wykończenia bardziej zorientowanego we wschodzie naszego kontynentu, stąd podtrzymuję moją „ruską” hipotezę budowania świata w W4 na bardziej cerkiewnianej tkance. Wyraziste kolory podbijają wrażenia obcowania z północno-wschodnią kulturą, lubującą się w takim właśnie barwnym ludowym wzornictwie.
Całość kadru wygląda niemal bajkowo ❤
Zbliżając się jednak do serca tegoż urokliwego miasteczka, doświadczamy realnego brudu życia – to jakiś cham pluje nam pod nogi, to świnie zbiegają się po oskryptowane jabłka, to włóczęga łapie naszego grosika – ten miejski świat naprawdę sprawia iluzję życia.
Powiedz mi tylko drogi Czytelniku, o co chodzi z tym cyrkowym niedźwiedziem, przy którym stoją ludzie bez jakiegokolwiek lęku i dystansu, wpatrując się w podskakujące uzbrojone cielsko. Nikt się nie boi, tu po prawej jakiś kozak przygląda się pokazowi z założonymi rękoma, na totalnej wy*ebce – Ruś pełnym ryjem!

Reszta pokazówki, a w zasadzie jej znaczna część skupia się wokół podtrzymania tej iluzji miejskiego życia, która rzecz jasna przez całość materiału popędzana jest po sznurku skryptem, a tylko ci pajace z CDP udają jeszcze, że grają w grę…
Guys, notice how responsive the world is.

W sumie to niemal z każdym detalem i z każdą mikro sceną odbywającą się na ekranie mamy do czynienia z komentarzem devów o tym, jak wszystko wspaniale działa i jak rzekomo jesteśmy w stanie oddziaływać na środowisko gry. Gdyby jednak te małe zdarzenia w tle były jakimkolwiek rezonansem choćby ścieżki gracza, to nasi sprytni mówcy nie mogliby tak zręcznie okraszać swoim komentarzem każdej napotkanej pierdoły. Wszystko jest z góry zaprogramowane i najpewniej nagrane, a Kajtek dalej klika w tego rozładowanego gamepada, zapewniając, że gra pójdzie na standardowym PS5 w 60 klatkach…
Ale jest za to równość i inkluzywność! Spójrz, drogi Czytelniku, choćby na te stojące pod kolumnami prostytutki – jedna ma wyraźnie bardziej orientalny odcień skóry, który wyróżnia się nadprzeciętnym nasyceniem melaniny, biorąc pod uwagę klimat, w którym ulokowaną całą sekwencję. Wyraźnie mamy tutaj jednoznaczny sygnał, że wszyscy ludzie, bez względu na swój zawód, czy pochodzenie, mają miejsce w świecie wiedźmina. Koniec, kropka i nie zapraszam do dyskusji. Amen.
I jeżeli ktokolwiek po premierze gry, pogrozi paluszkiem, że za mało w niej postępowości i inkluzywności, to wrócę z poniższym dowodem fałszu takowego stwierdzenia. Powiedzmy to głośno:
Kovir przyjazny imigrantom!

Czy ktoś ma z tym problem? /Pisz w komentarzu/

Jak już wspomniałem, nie jestem znawcą wiedźmińskiego bestiariusza i dopiero na tym etapie dowiedziałem się, że skrzydlaty potwór, który zmielił karawaniarzy do mantykora – informacja iście „zmieniająca” życie, ale może kogoś naprawdę to interesuje, stąd zostawiam referencję.
Odstępując już od tych ironii, przedstawiony w pokazówce miejski świat naprawdę imponuje detalem i doskonale wiem, że tego typu zbliżania, jak ten sklepik rybny, są wykonywane celowo i tylko dlatego, że graficy postarali się na potrzeby prezentacji głównie na tym elemencie. Może i nie ma w tym nic spektakularnego, ale na uwagę zasługują nawet zamodelowane pojedyncze kostki lodu na oferowanych towarach, albo jakość szczegółów na futrzanej czapce klienta, czy też zauważalne szwy kapelusza handlarza – takich rzeczy nie tworzy się w jedno popołudnie!

OK, doczepić się można np. do tej czerwonej tuniki, która opina się całą swoją gładkością na wypchanej słomą kukle, jakby zaprojektował ten model jakiś przeciętny animator sprzed 15 lat – nie wszystko się klei w tym odrapanym i brudnym świecie w harmonijną całość, ale m.in. z uwagi na dopracowane ornamenty ubioru, można im chyba takie wpadki wybaczyć.
Mikroskala może i nie zawsze trzyma poziom omawianego chwilę wcześniej drzewa, ale w makro otrzymujemy już obrazek życia, radości, nędzy, rozpusty, smutku i całej miejskiej różnorodności, która składa się na autentyczność, a w takiej właśnie skali większość odbiorców będzie chłonąć świat W4 – w biegu za akcją i walką, bez takich tępych przystanków nad mikrozachwytami, jakie robię teraz.

Na sam koniec deweloperzy robią po raz kolejny ukłon w kierunku nerdów i prezentują „pierwszy widok” na miasto Lan Exeter – stolicę krainy. Jeżeli drogi Czytelniku masz podobnie jak ja i nie zes*ałeś się na tą informację, to nie masz się czym martwić, biorąc pod uwagę zasoby z wiedźmińskiej wikipedii na temat tej lokacji…

Iście fascynujące dane, które wpłyną na immersję.
Ale wybaczam „redom” tą ich nieporadność w omawianej prezentacji, która nie zawsze trafiała w te miejsca, które akurat prawdziwi gracze chcieliby zobaczyć – jak choćby grę (pozdrawiam Kajtka z padem).
Mogę polubić nawet tą odmienioną na prędce Ciri, która nie strzela już laserami z oczu, jak wojowniczka Daria z pierwszego materiału, a sprawia już bardziej wrażenie luzackiej dziewczyny, która nie omija przygód i nie boi się tych wszystkich obszczanych i zarzyganych zaułków w miastach. Nie zionie już takim wku*wem jak wcześniej, a raczej daje nadzieje na to, że będzie całkiem prawilnym Geraltem.

Pytanie do CDP Red – planujecie jeszcze jakieś zmiany w tej materii, czy można zacząć się już powoli przyzwyczajać?
No i miał być krótki artykuł, a wyszło jak zawsze.
Pozdro!


Dodaj komentarz