Boleje serce Polaka, gdy widzi co też paskudna korporacja wyczynia z Andrzejową marką, a której to nawet sam rodzimy produkt CDP aprobaty autora nie doczekał.
Przecież my Polacy wiemy, jak wiedźminów tworzyć! Wszak Sapkowskiego do gier ostracyzm to jedno, a zagraniczna tuba postępowej propagandy, ten wrzód przebrzydły inżynierii społecznej netfliksem zwany to drugie. I tylko żal polskie serce łapie, że te szekle za franczyzę przyjęte, tak bardzo Panu Andrzejowi umysł zaciemniły…

Biadaj Polsko nad tym, co ci obca przemoc wzięła.
Tego nigdy nie powiem
Bawi mnie, przyznać muszę, że ilekroć zbliża się premiera kolejnego sezonu serialu o Wiedźminie, to czynimy sobie nowy sport narodowy, polegający na tępym hejtowaniu, tego, co studio spod znaku czerwonej N-ki przygotowało.
Kto z Was, zacnych czytelników pamięta, jak brutalnie potrafiliśmy się pastwić nad Bogu ducha winnym Henrym Cavillem, którego jeszcze kilka lat temu bardziej niż z łowcą potworów, utożsamialiśmy raczej z rolą w filmie superbohaterskim?
A mimo wszelkich obaw i przeciwności ze strony sceptycznej widowni, udało się potężnemu Henryczkowi obronić na ekranie, a jego oddanie literackiemu pierwowzorowi poczytywane było jako akt twórczego heroizmu i wierności oryginałowi.
Cavill w swojej sapkowskości okazał się tak potężnym akolitą Geraltowego mentalu, że w akcie desperackiego buntu postanowił odejść z projektu. Tak bardzo mocno biło w nim polskie serduszko PC Mastera, że poszedł w pi*du, a najbardziej zagorzali fani słowiańskiego Witchera postawili go sobie jako męczeńskiego bożka na ołtarzu cierpień i zmarnowanych możliwości…

Wtem w tytułowej roli obsadzony został Liam Hemsworth i cała opowieść zatoczyła koło.
Czy to, co dzieje się w internecie wokół omawianego serialu, w ogóle jeszcze oscyluje w granicach konstruktywnej krytyki? A może pogrążyło się już na dobre w odmętach ksenofobii i mrokach lęku przed zmianą? Naprawdę, żal tyłek ściska, ilekroć człowiek styka się z kolejną powierzchowną opinią o tym, że „kiedyś to było, a teraz to już nie ma”.
Obiektywizm niech będzie naszym mitycznym trzecim okiem, bo w przeciwnym razie przepadniemy w otchłani fanboyskiej ciemnoty, grając w kółko w Dziki Gon i hejtując Ciri „po trawach” za to, że jest babą…

Nie taki zły ten Liam
Właśnie obiektywnie rzecz biorąc, nowy aktor odgrywający w nowym sezonie wiedźmińskiego serialu główną rolę, miażdży wszelkie przedpremierowe obawy sceptyków z nawiązką. Hemsworth znakomicie moim zdaniem spoił się z tkanką stworzonego przez Cavilla Geralta, że po kilku chwilach trudno odczuć brak memicznego już „Hmm”.
Odsuwając na bok drobne kostiumowe wpadki, gdzie nasz łowca potworów zamiast na polowanie, wybiera się chyba raczej na imprezę rockową, to twórcy serialu pomimo wiszącego nad nimi ciężkiego hejtu, całkiem nieźle poskładali tą mozaikę radosnych pomysłów.

Postępowość niestety oczywiście jest obecna, ale nie można patrzeć na ów serial, jak na twór poważny i ambitny, do jakiego przyzwyczaił nas wspomniany wcześniej W3:DG, a raczej komediową aranżację dobrze znanego i lubianego uniwersum fantasy.
Przykładem niech będzie musicalowa scena z Jaskrem, która moim skromnym chamskim zdaniem wypadła obłędnie dobrze i wprowadziła do marki element odmienny, ale bardzo dobry jakościowo.
Nie chciałbym, aby poniższe sformułowanie odebrane zostało jako satyra, ale nowy sezon Wiedźmina porównał bym do mam nadzieję znanych i lubianych polskim fanom gatunku Magnatów i Czarodziejów, którzy choć w przerysowaniu ukazują komedię fikcyjnego świata, to z odpowiednim budżetem i motywacją mogliby być takim właśnie Witcherem z Hemsworthem, w którym próżno szukać powagi /sen_o_potędze_intensifies.exe/. Ale czy to nie wystarczy, aby dobrze się bawić?

Nim się obejrzymy, a nowy Wiesiek będzie już dla widzów całkiem oczywisty i w pełni konsumowalny. Strach przed zmianą bowiem jest często dotkliwszy, niż sama zmiana, a ci którzy najbardziej zajadle negują, w istocie nigdy nie pójdą do przodu.
PS. Pełnometrażowy film o „Szczurach” połknąłem z marszu i bawiłem się nim równie dobrze.


Dodaj komentarz