Koniec roku kalendarzowego to dla mnie zawsze czas małych i wielkich podsumowań internetowej działalności, ponieważ tak się to wszystko jak dotąd kształtowało, że w bożonarodzeniowym zgiełku i noworocznym odprężeniu wiele istotnych decyzji u mnie zapadało.

Już od szesnastu lat tworzę w sieci rozmaite witryny, które na różnym etapie mojego życia dawały mi przestrzeń nie tyle do dzielenia się własną opinią na konkretne tematy, co przede wszystkim do szeroko rozumianego budowania. Rozwój pisarski i graficzny to zdecydowanie największe z moich pozazawodowych osiągnięć, jednak sam upór i sumienna praca nie gwarantują sukcesu.

Z tarczą, czy na tarczy?

Czym jednak jest sukces? W sferze internetowych działalności zapewne wiele osób mogłoby podkreślić, że prostą miarą sukcesu są wyświetlenia. Jeżeli zatem do liczby kliknięć możnaby ograniczyć całą ocenę mojej blogowej działalności, to oznaczałoby to bezsprzecznie porażkę, ponieważ strona nie generuje ruchu.

Kluczowym zagadnieniem okazuje się rezygnacja z działalności w mediach społecznościowych, o czym miałem okazję pisać już na łamach tego bloga w lipcu 2024 roku. Jak zatem rozstrzygnąć sukces mojej twórczości? To wcale nie jest takie oczywiste.

W myśl biznesowej efektywności niewątpliwie podjąłem szereg niekorzystnych decyzji, które odebrały mi łatwą możliwość pozyskiwania nowych czytelników, co objawiło się znaczącym spadkiem ruchu na stronie w 2025 roku. Mógłbym zatem podsumować, że kończę obecny rok kalendarzowy pod kreską, jednak tak jak pisałem wcześniej, to nie jest takie oczywiste.

Własny styl, własne tempo

O moim osobistym sukcesie, moi drodzy Czytelnicy, świadczy fakt, że nie bez powodu zerwałem z głównym nurtem i postanowiłem odejść od szkodliwych korporacji, które w istocie psuły treść tego bloga, skupiając ją na pozycjonowaniu w sieci.

Moja twórczość, choć może i nie jest górnolotna, to jak każda forma sztuki potrzebuje właściwej kanwy – prawdziwego medium do przedstawiania myśli i emocji, które akurat w tym właśnie roku potrzebowały zdrowego ujścia w eter.

To już rok, jak pracuję nad tym blogiem pod moim własnym szyldem cyberchałtura, z którego jestem dumny. I choć częstotliwość publikacji nie wzrosła, to szczęśliwy jestem, że udało mi się utrzymać spokojne tempo, dzięki któremu mogłem godzić wiele trudów i przeciwności, które choćby w sferze zawodowej się u mnie pojawiły.

Styl, charakter i brak biznesowego krawata – tak właśnie wyobrażałem sobie swoją blogerską kanwę i wydaje mi się, że w tym właśnie aspekcie mogę cieszyć się sukcesem.

Silny support z Góry

Nie byłoby jednak mnie, samozwańczego blogera, gdyby nie Boża pomoc z Góry, zatem niech ta bożonarodzeniowa aura będzie i dla Was okazją do podsumowań i refleksji. Życzę Wam, abyście wykorzystali ten czas, gdy może nieco więcej przesiadujemy w domach i się objadamy. To naprawdę świetna okazja do przemyśleń i wewnętrznego rozrachunku.

Niech te święta będą dla Was kotwicą, w której będziecie mogli poczuć stabilizację i pewność, nawet gdy morze obowiązków i problemów pieni się na Was z całym ogromem zła świata. Nie dajcie się temu.

Niech to Boże Narodzenie będzie w Waszym życiu światłem, które choć może nikłe i niestabilne, to jest tak bardzo potrzebne w chwilach osobistych kryzysów. Nie traćcie nadziei.

Niech ta betlejemska historia uczy nas wszystkich o tym, że to co ważne i prawdziwie Wielkie, przychodzi w ciszy, zupełnie niepozorne i bezbronne. Tak więc nawet gdy kończący się kalendarzowy rok uznajecie wewnętrznie za przegrany lub niesatysfakcjonujący, to wiedzcie, że nawet ruch o milimetr do przodu może być całą milą dla naszego życia. Spokojnie i powoli do celu.

A na nadchodzący Nowy Rok chciałbym życzyć Wam, abyście nie bali się odmrażania swoich dawnych i niespełnionych postanowień, bo zawsze warto zaczynać na nowo. Choćbyśmy nie wiem ile porażek ponieśli, to tylko młody i silny duch jest to wszystko w stanie przezwyciężyć i rozpocząć pracę od nowa.

Słabości nas nie definiują, bo w myśl słów kolędy:

Bóg się rodzi, moc truchleje.

Dodaj komentarz