Tak się składa, że dziś obchodzony jest ogólnopolski Dzień Filatelisty, a mi od pewnego czasu po głowie chodziła realizacja małego projektu związanego ze znaczkami pocztowymi.
Wszedłem w posiadanie dość ciekawej rodzinnej pamiątki, a mianowicie trzech obficie wypełnionych klaserów, w których znalazłem całe mnóstwo interesujących artefaktów ze związku radzieckiego.
Znaczki pocztowe są moim skromnym zdaniem wspaniałym strażnikiem historii, który w przepiękny graficzny sposób przekazują informację, nawet tą wykrzywioną poprzez totalitarną propagandę. W obliczu obiektywnej prawdy dziś jesteśmy w stanie ocenić ich rzetelność, przekaz oraz intencje autorów, a także i samych władz, które poprzez medium urzędu pocztowego starały się wpływać na umysły mas.
Jestem przeciwnikiem wszelkiego totalitaryzmu, jednak przyznać muszę, że te miniaturowe sowieckie obrazki z wymarłego ustroju mają swój urok. W sporej mierze wykrzywiony propagandą potęgi, postępu i siły, jednak w estetycznym wymiarze stanowią ciekawą pocztówkę z przeszłości.
W PRL-u ludzie nie mieli zbyt wielkiego wyboru hobby, a realizowanie pasji niekiedy wymagało kreatywności i odwagi, jednak filatelistyka stanowiła raczej tą bezpieczną przystań, ponieważ budziła chęć kolekcjonowania rzeczy ładnych, choćby niekiedy naznaczonych piętnem znienawidzonego systemu.
Przypuszczam, że właśnie w takich właśnie niewinnych intencjach powstał zbiór znaczków, które aktualnie posiadam i chciałbym się nimi z Wami tutaj podzielić.
Dodam również, że spora część kolekcji jest ostemplowana, co dla miłośników filatelistyki może być obniżeniem jej rynkowej wartości, ale nie na sprzedaży mi przecież zależy. Moim zdaniem fragment stempla na znaczku jest nośnikiem pewnej niewerbalnej historii, wszak spełnił on już swoją pocztową misję. Być może kiedyś towarzyszył listowi z wakacji, pocztówce lub miłosnemu wyznaniu… W tych małych kolorowych papierkach ukryta jest pewna tajemnica z przeszłości, której nigdy nie poznamy.
Jeżeli starczy zapału, a odbiór będzie pozytywny, to postaram się cyklicznie publikować fotografie i własne interpretacje kolejnych okazów.
Gigant w polach

Pierwszy znaczek wydany został w roku 1978 na pięćdziesięciolecie sowchozu „Gigant”, tj. jednego z największych tego typu tworów w związku sowieckim, skoncentrowanym wokół centralnie sterowanego, państwowego rolnictwa. Już sama nazwa wskazuje, że mowa o molochu, natomiast grafika znaczka sugerować może odbiorcy, iż głównym zadaniem tegoż sowchozu była uprawa zbóż – tak też było. Gigant zlokalizowany był w Kraju Stawropolskim w rejonie Kaukazu.
Celowo ten właśnie znaczek pocztowy umieściłem na pierwszym miejscu mojej retrospektywnej podróży, ponieważ dobitnie i brutalnie niemal prezentuje realia sowieckiej propagandy, która starała się wynosić na piedestał podstawową pracę rolnika – jednostki, która przelewając pot w dużej grupie, jest karmicielem społeczeństwa.
Sądzę, że taki właśnie miał być przekaz grafiki, która miała informować o trwałości (50 lat), dobrobycie (złociste kłosy zbóż), postępie technicznym (kombajn) oraz misji żywiciela, a zatem pośredniego budowniczego kraju (jasne wielkie budynki w tle). Całość okraszona klasycznie sowiecką czerwienią, brak tutaj barwnej rozmaitości, bo przekaz miał być jednoznaczny i łatwy do zrozumienia. Ikona socjalizmu.
Jagodowo mi

Pora na odrobinę wytchnienia i zmianę tematu, bowiem kolejny egzemplarz zatytułowany jest „czernika”, co w języku rosyjskim oznacza czarną jagodę. To typowy przykład przedstawiania natury na sowieckich znaczkach, a ta bardzo często licuje się z naszym wyobrażeniem przyrody, wszak wielka połać Rosji położona była i jest w klimacie umiarkowanym kontynentalnym, tak dobrze nam znanym.
Sam znaczek choć nie powala na łopatki tematem i graficznym bogactwem, a jego prostota przekazu wręcz rozbraja, jednak pochodzi on z roku 1964, co czyni go jednym ze starszych w kolekcji. Sądzę, że tak duża różnorodność przyrodniczych tematów na sowieckich znaczkach także miała swój polityczny przekaz dla narodu, który mocno osadzony był w naturalnej tkance i potrafił czerpać garściami (w tym przypadku dosłownie) z jej bogactw.
Dla osób z choćby minimalną wiedzą geograficzną wiadomym jest, że im dalej na wschód, tym Rosja jest bardziej dzika i mniej zdeptana ludzkim butem, stąd bliskość i zrozumienie sił natury wydają się być szczególnie istotne.
Niezła gimnastyka

Następny znaczek pocztowy w dzisiejszej prezentacji to już typowo propagandowe medium, nawiązujące do XXII. Letnich Igrzysk Olimpijskich w Moskwie z roku 1980. Kartonik wydrukowano i wydano jeszcze przed samą imprezą, na co wskazuje „1979” w lewym dolnym rogu.
Nie jest to jednak zwykły znaczek pocztowy, a swego rodzaju cegiełka, na co wskazuje cena: 4 kopiejki + 2 kopiejki. Pierwsza część wartości stanowi opłatę pocztową, natomiast druga (dodatkowa) przeznaczana była na fundusz olimpijski.
Chciałbym w tym miejscu zwrócić także uwagę na subtelną estetykę i wysoką jakość wykonania druku, która mocno kontrastuje z bylejakością wcześniej prezentowanych znaczków. Kremowa kolorystyka wspaniale współgra z majestatyczną sylwetką młodej gimnastyczki, wykonującej ćwiczenie artystyczne. Minimalizm, lekkość i dynamika – tak właśnie sowiecka propaganda miała wpływać na świadomość młodych kobiet, pobudzając je do ruchu i wytrwałej pracy. Determinacja w dążeniu do celu i piękna, dojrzała forma w sporcie w czystej postaci.
Rzućcie jeszcze proszę okiem na wyraźnie odciśnięty stempel z gwiazdą oraz widocznym sierpem i młotem. Iście sowieckie kawałek historii.
Martwa natura is dead

Czwarty spośród prezentowanych dziś znaczków pocztowych również został wyemitowany w roku 1979, jednakże jego tematyka drastycznie różni się od omawianych wcześniej zagadnień.
Głównym bohaterem grafiki jest reprodukcja martwej natury pędzla Iwana Fomicza Chruckiego pt. „Kwiaty i owoce”, za którą to ów malarz miał być nagradzany jeszcze przed ukończeniem akademii w Petersburgu (1839 r.). Ten przykład rosyjskiego realizmu stanowi całkiem niezły kawałek historii w kontekście późniejszych ustrojowych zawirowań, jednak dla mnie osobiście obrazuje on kicz i twórczą bezcelowość.
Nie jestem jednak krytykiem, aby móc w jakikolwiek oceniać to dzieło, jednak nigdy nie pałałem entuzjazmem do martwej natury, która zawsze jawiła się w moich oczach jako przedmiot treningu dla adeptów malarstwa, a nie dojrzałe obrazy z przekazem. Ot zwykła kartka z kalendarza sztuki carskiej rosji, z której ktoś opatrznie zrobił element kulturowego dziedzictwa.
Znaczek ten trafił do dzisiejszego zestawienia głównie ze względu na gabaryty oraz drukarską dokładność, która pozwala na dostrzeżenie wielu bardzo drobnych detali. Techniczny majstersztyk, choć przekaz denny.
Wenus, ale nie z Milo

Na koniec zostawiłem moim zdaniem najciekawszy z tematów, a mianowicie eksplorację kosmosu, w której przez dziesięciolecia związek radziecki starał się wyprzedzić USA.
W tej słodko-gorzkiej historii, a przede wszystkim inżynierskiej lekcji pokory dla sowieckich naukowców, jednym z najjaśniejszych punktów były misje badawcze na Wenus (ros. Wenera) i o jednym z tych sukcesów traktuje omawiany znaczek pocztowy.
Pochodzi on z roku 1982 i został wyemitowany tuż po udanej misji Wenera 13 i Wenera 14, które wystrzelono w 1981 roku w odstępie pięciu dni – mówimy zatem czasowo i technologicznie o jednym programie.
Lądowniki tychże sond z sukcesem osiadły na powierzchni planety, wykonując pomiary, które dostarczyły wielu cennych informacji na temat warunków panujących na drugiej planecie naszego układu. Udało się nawet wykonać i przesłać pierwsze kolorowe zdjęcia z Wenus, jednak finalnie temperatura w okolicach 465 stopni i ciśnienie 90x większe od ziemskiego zakończyły żywot sprzętu.
Sam znaczek pocztowy jest bardzo oszczędny w formie i poza mglistą powierzchnią planety, stanowiącą centralne tło grafiki, widać dwie sondy (jedna za drugą), które znajdują się już prawdopodobnie na orbicie Wenus. W dalszej nieco perspektywie przedstawiono planetę Ziemia, która jest rzecz jasna najbliższą sąsiadką omawianej Wenery, a jeszcze dalej inne obiekty bliskiego nieba, w tym kometę.
To oczywiście wizja artystyczna i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, ale kolorystycznie bardzo trafna, podkreślająca niesprzyjające dla ludzkich badań warunki, a które to nie przeszkodziły finalnie w osiągnięciu sukcesu.
Jakość wydruku niestety oceniam na kiepską, ponieważ trudno o dostrzeżenie niewielkich detali, choć na względzie mieć trzeba, że był to najmniejszy znaczek w dzisiejszym zestawieniu.
Co pokaże przyszłość?
Nie chciałem przytłoczyć drogich czytelników artykułem o zbyt dużej objętości, jednak jeżeli taka forma znajdzie choć minimalne uznanie, to z przyjemnością będę ją w niedalekiej przyszłości (mam nadzieję) kontynuował.
Pasja niejedno ma imię.


Dodaj komentarz