To już niespełna pięć lat odkąd postanowiłem reaktywować swojego bloga, a pierwsza filmowa recenzja, która inaugurowała tą witrynę, poświęcona była produkcji „Godzilla vs. Kong”.
Sequel choć nie należy do dzieł szczególnie górnolotnych, to w tym właśnie kontekście stanowi pewien kamień milowy dla mojej twórczości, zatem natrafiwszy przypadkowo na sposobność obejrzenia, nie omieszkałem sklecić kilku zdań własnej opinii na jego temat.
Pandora 2.0
Świat Hollow Earth już podczas analizy części pierwszej, a który to był już przez twórców MonserVerse sygnalizowany podczas zawiązania akcji w „Kong: Wyspa Czaszki”, nie bez przyczyny przywołał silne skojarzenia z Cameronowym „Avatarem”.
Dzika, buzująca fantazyjną obfitością, opanowana przez monstra z innego świata przyroda, ukryta w zupełnie odmiennym i tajemniczym świecie. Feria barw, latające góry, rdzenny lud żyjący z otaczającym światem w harmonii, a który mimo to stoi na krawędzi unicestwienia.
Moglibyśmy mnożyć punkty wspólne, jednak chyba nigdy nie wyczerpalibyśmy w pełni potencjału tej płodnej koncepcji, która już nie raz udowodniła, że stanowi receptę na filmowy sukces.
Kontynuacja opowieści o wspólnych perypetiach przerośniętego gada i wielkiej małpy z królewskiego rodu przynosi odbiorcom jeszcze więcej barwnych doznań tajemniczego świata Pustej Ziemi, który stopniowo zaprasza widza do poznania swojej fauny, obowiązujących praw i świętości, z czego to ostatnie stanowi zupełnie nowy punkt naszej road mapy.
Tubylczy lud świadomy mistycznego znaczenia tytanów
Ludzkość zamieszkująca powierzchnię Ziemi już wielokrotnie udowadniała w kadrach kinematografii swój wstręt i lęk przed nieznanymi siłami. Cywilizacja goniąca za manifestacją siły niemal zawsze znała tylko jedną sensowną reakcję na niezrozumiałą potęgę – dążenie do siłowych rozwiązań.
Choć projekt Monarch przyjął już po latach zupełnie inny profil działania, to światowe rządy zalęknione koegzystowaniem z tytanami, preferowały raczej pociski i bomby, aniżeli chęć poznania odmiennego świata, a który pomimo różnic okazał się tak bliski.
I tu właśnie cały na biało wychodzi pokojowy, plemienny i równie tajemniczy lud, który stoi na straży równowagi między światem człowieka i kaiju.
Przyznam, że niezwykle zdziwiło mnie aż tak głębokie rozwinięcie tego wątku w Nowym Imperium, które stało się już nie tylko rezerwatem dla gigantycznych małp, pilnujących porządku, ale zaawansowaną cywilizacją, która szanując naturę, rozwiązała tajemnicę istnienia tytanów i, odmiennie do ludzi z powierzchni, postanowiła nie tylko jej nie zburzyć, ale wręcz jej strzec.
Wciąż mało avatarowo?
Małpka potrafi zrobić krzywdę
I wcale nie mam tutaj na myśli przysmaku budowlańca (xD).

Tak poważnie, to wcześniejsze filmy z omawianego uniwersum praktycznie zawsze przedstawiały wymarły (czyżby?) gatunek Konga bardzo jednowymiarowo, jako monarchię silnych i sprawiedliwych małp, które pilnowały naturalnej równowagi. Na tym zbudowano całą tożsamość tytułowego bohatera w części pierwszej, który znając swoje dziedzictwo, starał się kontynuować misję przodków.
Podobnie jednak jak w naszym świecie, tak i wśród wielkich małp rzeczywistość nie jest monochromatyczna i pełno jest w niej nieufności, lęku i czarnych charakterów.
W tym kontekście właśnie zmienia się dość mocno obraz samego Konga, który choć potężny, to nie stanowi już absolutu i jedynej siły rządzącej Hollow Earth, a losy wszystkich są w rękach (a raczej w skrzydłach i łapkach) kogoś zupełnie innego…
Godzilla praktycznie nie istnieje
Niedosyt, podobnie jak podczas seansu pierwszej części, mogą mieć fani przerośniętego dinozaura, który nie wykazując zbyt wielu myśli i emocji, nie robi nic innego poza ładowaniem atomowych tabsów i przybieraniem coraz to bardziej absurdalnych kolorów.
To tak naprawdę kolejny film o Kongu, który kontynuuje budowanie swojej ekranowej osobowości, wprowadzając tym razem elementy współczucia, troski i ponadgatunkowego zrozumienia. Strażnik sprawiedliwości, który obrywając coraz dotkliwiej, zdaje się już nieco starzeć, nietrudno zatem zrozumieć, że jeszcze intensywniej poszukuje swojego dziedzictwa.
I znajduje je.
Warto jednak zobaczyć tą historię osobiście, do czego gorąco zachęcam. Potężny kawałek solidniej, niezobowiązującej, ale przykuwającej do ekranu rozrywki. Polecam.


Dodaj komentarz