Odbyłem ostatnio bardzo ciekawą sesję z Gemini, która uświadomiła mi, że AI jeszcze nie jest narzędziem, którym chcielibyśmy, żeby było.
Może zabrzmi to nieco egoistycznie, ale postanowiłem sprawdzić możliwości zaawansowanego modelu językowego na polu, które znam i rozumiem bardzo dobrze, a którego wyniki analizy mogę w szybki i łatwy sposób zweryfikować, tj. na moim blogu. Podając czatowi dokładną nazwę witryny, jej adres oraz nazwisko autora (moje), zapytałem o podsumowanie publikowanych treści oraz próbę profilowania działalności, aby sprawdzić „prawdomówność” maszyny.
Dla osób nowych i niezaznajomionych z moimi artykułami, zajmuję się tutaj przede wszystkim multi tematycznym kontentem rozrywkowym, opierając treści artykułów o praktykowane przeze mnie zainteresowania, którymi są w znacznej mierze filmy, seriale, gry, historia, fantastyka, elementy filozofii, nauki, ale także modelarstwa, zbieractwa i ogólne rozumianego analogowego hobby. Przekrój jest dość spory, co już samo w sobie mogło stanowić pewne wyzwanie dla modelu, który stara się podsumować konkretne zagadnienie w kilkudziesięciu słowach.
Ku mojemu zdziwieniu, Gemini sprofilował niniejszego bloga jako „portal zleceń IT”, co już zapaliło w mojej głowie lampkę ostrzegawczą – nie mam nic wspólnego z tą branżą, nie oferuję pracy, a także nie buduję żadnego agregatora ogłoszeń dla informatyków.

Czat zbity z tropu moją dezaprobatą, postanowił rozbić nazwę mojej witryny na części składowe i dzięki temu określił, że muszę tutaj zajmować się kwestiami cyberbezpieczeństwa. Przyznaję, że publikowałem wcześniej treści, które uwypuklały zagrożenia związane z internetem, jednak skupiały się one na odradzaniu z korzystania z witryn oferujących wątpliwych etycznie i zdrowotnie treści (pornografia) oraz gdzie indziej wyrażałem swój sceptycyzm do mediów społecznościowych, z których całkowicie zrezygnowałem, jednak w żadnym ze swoich artykułów nie podejmowałem tematyki cyberbezpieczeństwa.
W tym momencie wiedziałem już, że model językowy pomimo jasnego wskazania adresu, nawet nie analizował treści, które stanowiły sedno zapytania. Prędko otrzymałem odpowiedź, że tak został on zaprogramowany, aby szybko udzielać użytkownikowi odpowiedzi w oparciu o powierzchowną analizę, która nie zawsze musi być prawdziwa.

To bardzo mrożące krew w żyłach odkrycie, które sugerować może, że przy odrobinie niewiedzy i naiwności człowieka, AI generuje treści, które mogą nie mieć nic wspólnego z prawdą, a brak chęci dopytywania, czy zasięgania do materiałów źródłowych, tylko umacnia ten model, że szybki rezultat, to dobry rezultat.
Miliony ludzi obecnie korzysta z wyszukiwarki Google, która posiada już od dłuższego czasu wbudowany moduł Gemini, podsumowujący najpopularniejsze wyniki do całkiem zgrabnej i przystępnej w odbiorze, a przede wszystkim krótkiej formuły. Wszystko wskazuje na to, że internauci polubili te streszczenia AI, które eliminują w nas już ten ostatni bastion dociekliwości, gdy jeszcze niedawno zmuszeni byliśmy z poziomu wyszukiwarki udać się do strony źródłowej, aby rozszerzyć dany temat.
Bardzo często musieliśmy przeglądać po kilka lub kilkanaście stron, a bardziej specjalistyczne kwestie wymagały całych godzin czytania, a tymczasem sztuczna inteligencja jest w stanie w kilka sekund przeanalizować „cały internet” i dostarczyć odpowiedzi w pigułce.
Jaka jest rzetelność tych podsumowań? Niech omówiony na początku przykład będzie odpowiedzią…
Problemem AI nie są jednak ich algorytmy same w sobie, jednak użytkownicy, którzy z biegiem lat stali się po prostu leniwi i chcą, aby internet dostarczał im treści „od razu”. Jest to zapewne pochodna dopaminowego haju, który towarzyszy nam w erze smartfonów, gdzie niewinna, zdałoby się rozrywka uległa znacznemu spłyceniu, aby zminimalizować czas i energię na jej przyswojenie.

Internauci dali się porwać wyniszczającemu pędowi za rezultatem, bez względu na to, czy ma być to wypracowanie do szkoły, analiza danych do pracy, czy zwykła rozrywka. Zatracili swoją dociekliwość, głód poszukiwania źródła wiedzy, chęci zrozumienia mechanizmów, a zaczęli się zadowalać odtwórczymi skrótami, które przy obecnym stanie sztucznej inteligencji, bardziej wprowadzają w błąd, niż służą jakiemukolwiek rozwojowi.
Roboty powinny pracować dla ludzi
Zastanówmy się teraz nad utopijnym może nieco, retro futurystycznym obrazem robotów, których celem istnienia jest wyręczanie ludzi w trudnych, pracochłonnych lub być może niekiedy żmudnych zadaniach. W tej idealnej krainie maszyny zajmują się ciężką pracą na budowie, w kopalniach, na roli, a w naszych domach gotują, piorą, prasują i przynoszą nam wszystko „pod nos”.
To ostatnie może być już pewnym objawem społecznego rozleniwienia, co niebezpiecznie ociera się o zjawisko wspomnianego wcześniej internetowego wygodnictwa, jednak sporo z wymienionych wcześniej zadań, mogłoby być realizowanych przez „inteligentne” maszyny, aby człowiek – ich twórca – nie musiał narażać swojego życia, zdrowia i cennego czasu.
Czas jest tutaj kluczem, ponieważ w pogoni za szybką odpowiedzią AI, zapominamy chyba o tym (albo w ogóle nie wiemy), co moglibyśmy robić, gdyby te wszystkie niebezpieczne, trudne i nudne prace wykonywały za nas roboty…

Nie o analizie zagrożeń rynku pracy, wywołanych sztuczną inteligencją będzie ten artykuł, ale o podstawowej ludzkiej wartości – kreatywności. Przez AI ludzkość w najbliższych latach może stać się tak wygodna i leniwa, że zatraci w sobie pragnienie robienia pięknych rzeczy.
Przykład?
Już teraz mnóstwo internetowych twórców posiłkuje się grafikami i filmami generowanymi przez sztuczną inteligencję. Ja sam równie nie pozostaję bez winy, bo co najmniej kilka takich wygenerowanych algorytmem obrazków na łamach tego bloga opublikowałem, uznając, że jest to wygodne narzędzie do tworzenia wizualizacji, których fizyczne odtworzenie byłoby dla mnie niemożliwe przez brak umiejętności, rekwizytów, scenerii lub przez zwykły brak inspiracji. Szybki prompt i voila – po kilku sekundach jesteśmy w stanie otrzymać wizualnie składną grafikę lub film, a które w raz z rozwojem modeli stają się coraz dokładniejsze i pozbawione chorób wieku dziecięcego sprzed paru lat (dłonie z sześcioma palcami itp.).
Przyznaję jednak, że było to z mojej strony bardzo naiwne, ponieważ powierzyłem maszynie tą cząstkę, która stanowiła o moim człowieczeństwie, a która stanowiła iskrę do powstania tego miejsca w sieci – moją kreatywność. Przypuszczam, że wielu jest obecnie twórców, którzy zmagają się z podobnym moralnym kacem, ponieważ internetowa działalność miała być zapewne narzędziem do wyzwolenia swojego potencjału, kanwą do zachwytu nad pięknem, a staje się powoli ściekiem dla treści, które niewiele mają z pierwotnego ducha blogowania…
Zamiast orać za nas pole, maszyny zamienione zostały w „artystów”, którzy kreślą za nas obrazy i montują filmy, ponieważ tak jest łatwiej i szybciej. Może nawet i lepiej?
Ale co z tego, że konkretny art wygląda ładnie i może pozbawiony jest błędów początkującego grafika, skoro właśnie w tych ludzkich niedociągnięciach ukryte jest całego piękno i sens sztuki.
Spotkałem się kiedyś z hasłem:
Od sztucznej inteligencji lepsza jest organiczna głupota.
Jest to moim zdaniem klucz do zrozumienia sedna problemu AI, który zdaje się dominować znany nam internet na niemal wszystkich poziomach. To co robimy, wcale nie musi być perfekcyjne, aby miało w sobie znamiona piękna, artyzmu – ważne, że jest owocem pracy i włożonego w nią zaangażowania, którego żaden odbiorca nie może doświadczyć, oglądając tysiąc obrazów wygenerowanych algorytmem.
Jeżeli tworzymy i czujemy, że zajmuje nam to wiele czasu, to nie przestawajmy tego robić. Kilka artykułów mniej na blogu lub może ten jeden wymęczony art na tydzień, świadczą jedynie o tym, że jesteśmy ludźmi z krwi i kości, których kreatywność jest zasobem o nierównym poziomie. Czasem mamy lepsze dni, a czasem gorsze, a sam czas nigdy nie dogoni dyspozycyjności komputera, który przecież nie musi spać.
Osobiście, do tworzenia własnych blogowych artów, wykorzystuję proste, mobilne narzędzia do budowania kolaży, które nie wymagają wysokich umiejętności graficznych, a mimo to, pozwalają uzyskać bardzo ciekawy efekt, będący dziełem własnym autora, a nie syntetycznego generatora. Satysfakcja z tej prostej twórczości jest nieporównywalnie większa, niż radość z czasu zaoszczędzonego dzięki AI. Twórcza praca własna zapewnia rozwój mózgu, nie oddając maszynie tego, co w działalności internetowej jest najpiękniejsze. Nawet z najprostszych pozornie grafik płyną emocje i myśli autora, których próżno doświadczyć w natłoku wielu bardziej złożonych obrazów, „namalowanych” przez bota.

Influencerzy AI albo kanały w stu procentach generowane sztuczną inteligencją, to zwyczajna pogoń za wyświetleniami, zasięgami oraz pieniądzem, których produktem nie jest ten cyfrowo wykreowany scam, ale właśnie naiwni odbiorcy, którzy zachwyceni technologicznymi możliwościami SI, widzą w tym tylko wartość, a nie dostrzegają zagrożeń.
Dociekliwość i kreatywność mogą być pierwszymi naszymi ludzkimi cechami, które utracimy na rzecz maszyn, co paradoksalnie jest o wiele bardziej niebezpieczne od zwolnień z pracy, czy fantastycznych wizji robotów szturmowych, które postanowiły pozbyć się gatunku homo sapiens.
Człowiek to o wiele więcej, niż tylko organizm, którego wartość mierzy się wydajnością.


Dodaj komentarz