Sporo czasu upłynęło od mojego ostatniego wpisu na blogu, a ambitne noworoczne plany o regularnych publikacjach roztrzaskał wiatr o skały piętrzących się problemów zewnętrznych i wewnętrznych.
Mimo gradu pocisków ze strony nałogów, mur mojej twierdzy nie upadł. Poobijany jest zewsząd, a fundamenty siły woli poddane wieloletniej erozji „złego paliwa”, mają widoczne ślady spękań.
Czy to jednak oznacza, że są złe i do niczego się już nie nadają? Odpowiedź na to pytanie zostawię wszystkim tym, którzy przez trudy swojego mentalnego więzienia przeszli, albo wciąż przechodzą.
Życie to nie bajka, a niekiedy wszystko zdaje się przeciwdziałać nam. Jak się jednak okazuje z szerszej perspektywy, to relacja ta zależy wyłącznie od interpretacji.
Jaki jest mój cel i co jeszcze mam do zrobienia? Nikt nie zna odpowiedzi na te pytania. Czy jednak uzyskanie owej mądrości zmienia cokolwiek w życiowym procesie? W tym życiowym strumieniu przemijania tak niewiele rzeczy jest pewnych, ale można przecież złapać się skały, która trwa. Po prostu trwa.
Niech ta chęć przetrwania doprowadza nas wszystkich do światła.
PS. Czuję, że będzie ze mną coraz lepiej i chcę bywać tutaj ze swoimi tekstami częściej.


Dodaj komentarz